Donosicielstwo
Plotka
Obmowa
Kłamstwo
Nadzieja
Dlaczego dzisiaj tak łatwo o poczucie beznadziei, tak mało zaufania? Bo brakuje Bożej obecności, bo żyjemy z dala od siebie, samotni na peryferiach świata. Bo jest wielu takich, którzy spisują wszystko na straty. Wieczni pesymiści, którzy nie potrafią dostrzec kolorów życia, którzy swój wzrok zamiast ku Niebu kierują ciągle ku ziemi, którym zabrakło odwagi do popatrzenia w górę. Nie warto być takim…Czym ona jest?
Słyszymy często takie oto zwroty: „mam nadzieję”, „jestem przy nadziei”, „z nadzieją patrzmy w przyszłość” itd. Cóż jednak owa nadzieja oznacza? Czym ona jest? Czym jest dla chrześcijanina, dla ucznia Chrystusa? W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajdujemy taką oto definicję nadziei: „jest cnotą teologalną, dzięki której pragniemy jako naszego szczęścia Królestwa niebieskiego i życia wiecznego, pokładając ufność w obietnicach Chrystusa i opierając się nie na naszych siłach, ale na pomocy łaski Ducha Świętego” (KKK 1817). Krótko mówiąc nadzieja jest ufnością złożoną w Bogu, która pomaga z wiarą iść do przodu mimo trudów i cierpienia. Jest pomocą w drodze na spotkanie Boga Miłości. Dzięki nadziei dążymy do szczęścia i nie zniechęcamy się upadkami, ponieważ ufamy, że miłosierdzie Boże jest większe od naszego grzechu.
Krok w stronę nadziei – dokąd?
Jesteśmy ludem pielgrzymującym, jak Abraham, który wyszedł z ziemi rodzinnej. Na wezwanie Boga opuścił wszystko, co miał, zaufał Mu ślepo i poszedł. Nie pytał dlaczego. Uwierzył obietnicy i żył nadzieją jej spełnienia. To właśnie nadzieja chroniła go przed zwątpieniem. Wierzył mocno, że dobry Bóg nie zawiedzie swego sługi. Abraham zawierzył Bogu każdą swoją drogę i wygrał na tym. Dlaczego więc dzisiaj tak wiele jest wokół nas beznadziei, tak mało zaufania? Bo brakuje Bożej obecności, bo żyjemy z dala od siebie, samotni na peryferiach świata. Bo jest wielu takich, którzy spisują wszystko na straty. Wieczni pesymiści, którzy nie potrafią dostrzec kolorów życia, którzy swój wzrok zamiast ku Niebu kierują ciągle ku ziemi, którym zabrakło odwagi do popatrzenia w górę i w dobrach tego świata pokładają nadzieję. Nie warto być takim. Nie możemy pozwolić, aby okradziono nas z nadziei! Bóg bowiem ciągle do nas mówi: „Nie bój się, zaufaj Mi. Twoje dobro jest dla Mnie najważniejsze. Złóż całą swoją nadzieję we Mnie”. Gdy tylko odważymy się na ten krok, gdy podamy rękę Bogu to możemy być pewni, że On bezpiecznie doprowadzi nas do Królestwa niebieskiego.
Ma swoje drogi…
Zmartwychwstały Chrystus jest naszą nadzieją. On pokonał śmierć i otworzył nam bramy Raju. Nadziej dodaje siły i odwagi do podjęcia drogi do Nieba. On kieruje nasz wzrok ku górze „skąd nadejdzie pomoc, pomoc od Pana, który stworzył niebo i ziemię” (por. PS 121, 2). Ona właśnie przynagla do czynienia dobra, do miłowania tych, których Bóg stawia na naszej drodze. Ona wreszcie czyni na uczniami Chrystusa otwartymi na dary jego Miłości. Nadziej pomaga mierzyć wysoko i osiągać szczyty świętości. Dlaczego tak trudno nam to przychodzi? Bo boimy się. Boimy się wytykania palcami, bycia innymi, odmiennymi. Nie pozwalamy sobie na wielki marzenia i plany, bo nie wierzymy w ich spełnienie. Nie umiemy czekać. Żyjemy w kulturze instant – wszystko teraz, już, natychmiast musi być zrobione, spełnione. A nadzieja właśnie czekania uczy. Bóg ma swoje drogi i swój czas. Spełnia nasze plany i marzenia w taki sposób, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Dlatego potrzeba ogromnej cierpliwości i zaufania. „Powierz panu swą drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (PS 37, 5).
Trwać mimo wszystko
Dobrze jest zatem postawić sobie pytanie: w kim lub w czym pokładam swoją nadzieję i komu lub czemu ufam? Jest to bowiem fundamentalne pytanie ukazujące przede wszystkim przyczyny naszych klęsk i niepowodzeń. Tylko Bóg jest prawdziwym oparciem i bez Niego nie zrobimy żadnego kroku w kierunku dobra. On jest źródłem nadziei. On jest Tym, któremu warto zaufać. A złożyć w Nim nadzieję i trwać w niej mimo wszystko to obrać kierunek na Niebo i wieczne z Nim przebywanie. Dlatego „trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, Który dał obietnicę” (Hbr 10, 23).
s.M. Karola Brzezińska
Po co nam w życiu trudności?
Często zadajemy sobie pytania: „po co Bóg mi daje czegoś takiego doświadczyć?”, „ile jeszcze można znieść?”, „czy Bóg nie widzi, że już nie daję rady?”. Myślimy, że trudne doświadczenia, które nas w życiu spotykają są bezsensowne, niepotrzebne, a wręcz szkodliwe. Ale czy tak jest naprawdę? A może one nam w życiu pomagają?„Jak trwoga to do Boga”
To stare powiedzenie niesie za sobą dużo prawdy. Czy nie jest tak, że gdy sami stajemy bezradni to szukamy wsparcia, pomocy u kogoś mocniejszego? Póki jest dobrze, wszystko idzie po naszej myśli stajemy się samowystarczalni. Bóg o tym wie, dlatego czasem zsyła coś trudnego byśmy mogli się zdać na Niego. Przychodzi… On, chce nam pomagać, interesuje się naszym życiem, nie jesteśmy Mu obojętni. Jak każdy dobry Ojciec chciałby od swojego dziecka usłyszeć, co u niego się dzieje. Chwile, kiedy żalimy się Bogu na nasze „trudne życie” są nierzadko jedynym czasem, jaki z Nim spędzamy. Jezus chce być naszym Przyjacielem, więc czasem stwarza nam okazję do spotkania, rozmowy, która jest niezbędna, by powstała głęboka relacja. „ Bóg jest dla nas ucieczką i mocą, łatwo znaleźć u Niego pomoc w trudnościach” (Ps)
… i runęło…
„ Myślałam, że już coś wiem, że rozumiem i dam sobie radę,
że znalazłam sposób na Ciebie i receptę na każdą wadę…
lecz Bogu dzięki wszystko się zawaliło,
zostały moje puste ręce i Twoja Miłość…”
Naszym największym problemem jest to, że za dużo myślimy. Uważamy siebie za wszechwiedzących, a już na pewno za tych, którzy wiedzą, co dla nich jest najlepsze. Dlatego budujemy, stawiamy fundamenty, wybieramy materiały według nas najlepsze, idealne na nasza budowę. Po jakimś czasie okazuje się, że wszystko się wali, z góry na dół. Wtedy się zaczyna: rozpacz, pretensje, żale… a tak właściwie to, do kogo te pretensje? Czy to wina Pana Boga, że fundamenty założyłeś na piasku i przy najbliższym podmuchu wszystko się zawaliło? Bóg ze swej troski, pozwala wszystkiemu się zawalić, by móc zbudować z nami coś mocnego i trwałego, coś, co przetrwa każdą największą wichurę. Bóg przychodzi i burzy „bylejakość”, burzy to, co jeszcze nie pochodzi z Niego, a burzy by zrobić miejsce dla czegoś doskonalszego. Ziarno musi obumrzeć, by wydało plon. W nas także musi coś umrzeć, by narodzić się mogło coś piękniejszego.
„Za pełną radość poczytujcie sobie bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia.
Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość” – czytamy w Nowym Testamencie.
Ciesząc się z tego, że Bóg nas doświadcza byśmy mogli wzrastać, nie zapominajmy, że nie da On nam nic ponad to, co potrafimy unieść. Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać. Nasze trudności możemy porównać do pestki brzoskwini. Nie jest słodka, jest twarda i trudno ją pogryźć, jest nie do zjedzenia, wydawałoby się, że jej obecność jest bezsensowna. Ale to właśnie z niej wyrasta nowe drzewo, które rodzi nowe owoce. Więc może i nasze trudności mają jakiś sens, może i z nich ma się coś narodzić.
A Bóg przychodzi…
s.M. Aniela Tomala
Po co nam w życiu trudności? Read More »
Radość
Radość, w bogatej palecie kolorów naszego życia, odgrywa niebywałą rolę. Chodzi o radość prawdziwą, czyli taką, która ma związek z Bogiem, o radość, która jest darem, darem który wypełnia nas od wewnątrz. „Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz – On zbawi, uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości” (So 3,17).
Powołani przez Boga do życia jesteśmy przez Niego doskonale wyposażeni. Wyposażeni na miarę jaką wyznacza sam Bóg – każdy na swoją miarę, każdy inaczej, „inaczej” jednak nie znaczy gorzej.
Na co oczekuje Bóg?
Spróbujmy sobie wyobrazić, że wchodzimy do pokoju, który ktoś urządził według swojego gustu: umieścił tam fotografię swoich rodziców, obrazek z dzieciństwa, pamiątkę po przyjacielu… Wchodzimy do takiego pokoju i widzimy jak wszystko wokół mówi o jego mieszkańcu.
Podobnie jest z nami. Jesteśmy jak izba Boga. Bóg umieścił w nas wiele swego, swoje najbardziej osobiste „rzeczy”. Wszystko w człowieku przypomina o jego Stwórcy. Czy może więc dziwić, że ON – nasz Stwórca oczekuje na dobre owoce naszego życia, oczekuje abyśmy żyli ku Jego chwale, promieniowali pięknem i radością, które w nas zaszczepił?
Co się stanie, jeżeli damy miejsce Bogu?
Radość, w bogatej palecie kolorów naszego życia, odgrywa niebywałą rolę. Chodzi o radość prawdziwą, czyli taką, która ma związek z Bogiem, o radość, która jest darem, darem który wypełnia nas od wewnątrz. Radość to również owoc spotkania z żywym Jezusem, przyjęcia do swojego serca i życia Ducha Świętego i pozwolenie Mu, by prowadził nas swoimi ścieżkami.
Pełnią życia i radości jest sam Jezus, jeśli więc damy mu miejsce w nas, ma On moc sprawić, że każde spotkanie z Nim będzie przemieniać nasz smutek w radość, troskę w głęboką ufność a lęk w pewność, że Pan jest blisko i że wystarczy nam Jego łaski (por. 2 Kor 12,9).
Św. Jana zdradza nam pragnienie Jezusa: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,11). Pragnieniem Jezusa jest bowiem, byśmy mieli udział w Jego radości, by Jego radość była w nas. I by ta radość była pełna.
Niezbity motyw do radości
Każdego dnia jednak – czasami aż do bólu – doświadczamy, że nasze życie jest splotem tego, co piękne i bolesne, łatwe i trudne, tego, co przynosi uśmiech i cierpienie, jak więc pośród tego zachować radość, której Jezus tak bardzo dla nas pragnie? Niech kluczem do odpowiedzi na to pytanie staną się słowa papieża Franciszka: „Z Jezusem jest prawdziwa radość”. Potrzeba nam więc odnaleźć głębokie motywy radości, jakimi jest miłość i dobro. I tu znów z pomocą przychodzi nam św. Jan, w spisanej przez niego ewangelii czytamy: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” (J 15,9). Nieskończona i niezgłębiona miłość Boga do nas jest niezbitym motywem radości, bo w sercu samego Boga – pełnym miłości do nas – jest niewyczerpane źródło naszej radości.
O największej radości
Dobro natomiast, i to czynione i to przyjmowane, będzie nas uczyć, że na wielką radość składają się małe radości, których nie brak naszemu codziennemu życiu, dostrzeżemy je jeśli tylko szeroko otworzymy oczy naszego serca.
Radość największa to pewność, że Jezus jest z nami – jest realnie i żywo obecny – na wszystkich zakrętach naszego życia. Jeśli pozwolimy Mu wchodzić we wszystkie miejsca naszego życia, gdzie jeszcze panuje mrok, szarość, może lęk i smutek to On będzie nas wyprowadzał krok po kroku ku prawdziwej radości.
A na koniec jeszcze raz oddajmy głos papieżowi Franciszkowi, niech jego słowa staną się dla nas zachętą, by każdego dnia modlić się i zabiegać o radość, a gdy nam nie wychodzi i wciąż mamy jej za mało, to wraz ze wschodzącym słońcem trzeba nam po prostu próbować jeszcze raz…
„Radości nie można zatrzymywać: musi iść naprzód. Radość jest cnotą pielgrzymującą. Jest to dar, który podąża na drodze życia, podąża z Jezusem: przez głoszenie, przepowiadanie Jezusa, radość wydłuża i poszerza drogę. Jest to właśnie cnota ludzi wielkich, tych wielkich, którzy są ponad małościami ludzkimi, nie dających się wplątać w małe wewnętrzne sprawy wspólnoty, Kościoła: zawsze spoglądają na horyzont” (papież Franciszek).
s.M. Edyta Kapij
Przebudzenie do życia
Jak obudzić się do życia? Paradoksalnie to właśnie wiara daje życie, bo wiara rodzi pragnienia. Jakie dziś mam pragnienia? Bez odpowiedzi na to pytanie nie ma mowy o pasji życia.
Obudzić się do wiary
Spróbujmy przez chwilę przyjrzeć się naszej codzienności. Ciągle w biegu, ciągle w hałasie, ciągle on- line… Rzeczywistość wymaga od nas funkcjonowania na najwyższych obrotach. W przeciwnym razie- jesteśmy do niczego…
Niestety, osiągając kolejne sukcesy zawodowe, naukowe, finansowe, dajemy się okraść z czegoś nieskończenie cenniejszego- z naszych relacji. Zwłaszcza z tej najważniejszej- z Panem Bogiem. Ten brak, choć prawie niezauważalny, owocuje w nas głęboką samotnością i poczuciem bezsensu. Robimy coraz więcej, żyjemy coraz szybciej, a w głębi serca wciąż nosimy niczym nie dającą się zapełnić pustkę…
Jednak odkrycie tej prawdy wcale nie musi nas przerażać. Przeciwnie – to właśnie jest pierwsze miejsce, które trzeba nam obudzić! Ta pustka jest przestrzenią, w której na nowo możemy spotkać się z Bogiem. Wystarczy tylko… chcieć z Nim być!
Bez względu na to, ile mamy lat lub jaki wykonujemy zawód, jedyne, czego pragnie dla nas Pan Bóg, to móc dawać się nam bez żadnej miary, bez żadnych ograniczeń..! Przeszkodzić możemy Mu jedynie my sami – naszą niewiarą i obojętnością.
Spróbujmy więc zapytać siebie: Czy zapraszam Boga do mojej codzienności? Czy dostrzegam, jak troszczy się o mnie? Czy jestem Mu za to wdzięczny/a? Żywa wiara kiełkuje w nas wtedy, gdy zaczynamy szukać Bożej Obecności w prostych, codziennych wydarzeniach. To właśnie jest pierwszy krok do prawdziwego przebudzenia.
Obudzić się do pragnień
Kolejną ważną sferą, która być może pozostaje w nas uśpiona, jest sfera naszych pragnień.
Warto każdego dnia na nowo stawiać sobie pytania: Czego pragnę? Po co po raz kolejny wstaję rano z łóżka?
Pragnienia mają to do siebie, że to właśnie one „napędzają” nas do działania. One nadają sens temu, co robimy. Jeśli przestaję w moim życiu pragnąć, zdążać do jakiegoś określonego celu, to w pewnym sensie się poddaję, pozwalam, by o kształcie mojej codzienności decydowali inni. Tracę zapał i wolę walki…
Tymczasem nasze serca utkane są z pragnień! Tęsknią za głębią, za prawdziwym życiem! To wszystko, co próbujemy w nich zagłuszyć, uciekając do coraz to nowych zajęć, spotkań, hałasu, jest niczym innym, jak najczystszym pragnieniem Boga! Pragnieniem Pełni, którą może dać jedynie On sam…
Boży obraz, który w sobie nosimy, wyraża się właśnie w ten sposób – jako naglące przypomnienie naszego Początku i Celu… i zaproszenie, by nie przestawać do tego Celu zmierzać…
Czy widzę w sobie te pragnienia? Czy pozwalam im dojść do głosu?
Obudzić się… do pasji!
Odpowiadając na te pytania, dochodzimy do decydującego momentu. Rozbudzenie w sercu wiary doprowadziło nas do poznania naszych najskrytszych pragnień. Teraz stajemy przed wyborem – możemy pozostać na tym etapie i stopniowo znów pogrążać się w letargu albo… obudzić się definitywnie!
Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej, jak odważyć się pójść za pragnieniem! Zgodzić się, by niepokój poszukiwania utraconego Raju stale nas napędzał i odnawiał… To otworzyć dla Boga całe swoje serce i chłonąć Go, i sycić się Nim w Eucharystii, w Jego Słowie…
Wchodząc krok po kroku w ten Boży wymiar, zaczniemy dostrzegać życie w innych barwach, odkryjemy nowe doświadczenia, przestrzenie… Choć na zewnątrz wszystko pozostanie takie, jak dawniej – ci sami ludzie, ta sama praca, te same problemy… Jednak serce naprawdę obudzone zdolne jest do widzenia głębiej- życie staje się jego pasją, przestrzenią zdobywania Serca samego Boga.
W pracy, w szkole, w domu… Wszędzie tam możemy przyjmować i rozdawać Jego miłość, szukać Go i znajdować… I co dzień na nowo przecierać oczy ze zdumienia!
Postulantka Urszula Leszyńska
Przebudzenie do życia Read More »
Uwielbienie
Uwielbienie to taki moment, kiedy w końcu nie mówię Bogu jak wielkie są moje problemy, tylko mówię moim problemom jak wielki jest Bóg.
„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Zrozumiałam, że my często traktujemy Boga tylko w kategoriach „daj”, budzimy się i od razu pobłogosław, wesprzyj, udziel i tak cały czas – potrzebujemy Boga, bo chcemy Jego darów, a mało kto przychodzi, by być dla Niego Samego! UWIELBIENIE – TO „JESTEM” DLA CIEBIE SAMEGO! Może wato odkryć moc tej modlitwy… Uwielbiać, to znaczy tyle samo, co ubóstwiać, mieć na pierwszym miejscu, mieć w wyobraźni, uczuciach, sercu. Uwielbiać to znaczy uznawać wartość, przedkładać ponad inne wartości, kochać nade wszystko. Kiedy wielbimy Pana i Zbawiciela moc Boża staje się naszym udziałem. Stajemy się dyspozycyjni na to, co Bóg chce nam objawić.
Więcej radości
Uwielbienie Boga zawsze czymś skutkuje. Pierwszym owocem uwielbienia jest radość. Mamy narzędzia w kościele, które sprawiają, że nie muszę być smutna. Prawdziwe uwielbienie sprawia, że twarz się zmienia. Z uwielbienia wychodzę człowiekiem przemienionym radością Bożą. „To proste modlić się o jakieś łaski. Trudniejsza jest modlitwa uwielbienia, jednak to ona jest modlitwą prawdziwej radości. Ona przynosi nam radość bycia szczęśliwymi przed Panem” – mówił papież Franciszek. Modlitwa uwielbienia jest przede wszystkim modlitwą radości oraz modlitwą pamięci o tym, co Pan zrobił dla nas. – z jaką czułością mi towarzyszył, jak się uniżył, pochylił się jak tatuś, który schyla się nad dzieckiem, by mogło samo chodzić.
Więcej wolności
Drugi owoc, który widać po uwielbieniu to jest uwolnienie od trosk. Przychodzę ciężki, wychodzę lekki. Troski nieprzestaną istnieć, ale one się gdzieś topią w uwielbieniu. To nie jest rozwiązanie problemu – tylko przestaje się tym przejmować. Problemy dalej są. Ale moja nadzieja tak złożona jest w Bogu, że przestaje się troskać. Oczywiście to musi być prawdziwe uwielbienie. Bo można tak uwielbiać, że troska wzrasta. Uwielbienie ma to do siebie, że ja patrzę na to, co Bóg czyni, a nie na to, co człowiek czyni. Zajmuje się dziełem Boga. UWIELBIENIE TO JEST TAKI MOMENT, KIEDY W KOŃCU NIE MÓWIĘ BOGU JAK WIELKIE SĄ MOJE PROBLEMY, TYLKO MÓWIĘ MOIM PROBLEMOM JAK WIELKIEGO MAM BOGA!
Więcej pokoju
Uwielbienie daje pokój. Stajesz się człowiekiem pokoju. My bardzo często mylimy pokój od spokoju. Duch św. nigdy nie daje spokoju. Duch św. sprawia, że jestem zdolny do walki i tej walce mam pokój w sercu. To jest działanie uwielbienia. A człowiek Boży to jest człowiek pokoju.
Najważniejsze – więcej Boga
Uwielbienie daje spotkanie z Ojcem, z dobrym Ojcem, z miłością Boga. Jeżeli nie doświadczam miłości Boga to znaczy, że mam więcej uwielbiać. Oczywiście to jest nie jedyne narzędzie, by doświadczyć miłości. Mamy też inne. Ale uwielbienie bardzo konkretnie prowadzi do spotkania z miłością, która przenika całego człowieka. Bóg który czeka nieustannie na człowieka. Upadam, wstaję, znowu upadam, a On ciągle czeka – „wróć synu, wróć córko” i czeka, wygląda i czeka. TO JEST DOBRY OJCIEC. Doświadczenie dobroci Boga to jest, że On mnie całego zna, wszystko o mnie wie i mówi „nie zawiodłem się”. Bóg złożył w nasze serca uwielbienie i chce byśmy stawali się ludźmi uwielbienia. Uwielbienie nie jest zależne od naszego nastroju i samopoczucia to jest głębokie wezwanie, które Bóg składa w nasze serce. Kiedy mówimy: „bądź błogosławiony”, co robi Bóg? – mówi nam to samo, ty też bądź błogosławiony, ja Ci błogosławię. Kiedy my błogosławimy Boga, uwielbiamy Go, to On klęka u naszych stóp i chce na usługiwać. Uwielbiając Pana przywołujesz jego obecność i stajesz twarzą w twarz z Bogiem.
Więcej zaufania
Każda forma szczerej modlitwy otwiera drzwi naszego życia dla Bożej mocy. Lecz modlitwa uwielbienia wyzwala więcej mocy Bożej niż jakakolwiek inna forma prośby. Pismo św. daje przykłady, pokazujące to raz po raz. Nie ma wątpliwości, że Boża moc i obecność jest blisko, gdy Go wielbimy. On faktycznie zasiada, zamieszkuje, trwa w naszych uwielbieniach. Przypomnijmy sobie choćby Jozafata lub Jozuego jak zwyciężyli swego wroga. Gdy przyszło im wałczyć z większym wrogiem, zaufali Bogu i spełnili jego nakazy, które wiązały się właśnie z uwielbieniem. Ważnym krokiem w akcie uwielbienia Boga jest odwrócenie wzroku od groźnych okoliczności, a w miejsce tego – spojrzenie na Boga. Czy możemy sobie wyobrazić reakcję dowódców na widok malutkiego zespołu śpiewaków wychodzących przeciw nim na pole bitwy? Tutaj nasze ludzkie rozumienie wysiada… Gdyby Jozafat zdecydował się na „bezpieczne rozwiązanie” i nakazał swym ludziom walczyć, to wynik byłby zupełnie inny. Zasada biblijna jest jasna: akceptacja następuje przed zrozumieniem. Jozafat i wielu innych nigdy by się nie ośmieliło zrealizować Bożego planu, gdyby upierali się przy zrozumieniu go. Lecz Oni zaufali Bogu i tego nam często najbardziej brakuje. Nie wiadomo, co myśleli sobie tamci mieszkańcy? Ale wiemy to na pewno, że MOC BOŻA DZIAŁAŁA, GDY JEGO LUDZIE WYKAZALI ZAUFANIE I PEWNOSĆ POPRZEZ WIELBIENIE BOGA.
Bóg działa i zwycięża w taki sposób i według zasad, które wyglądają całkiem głupio i przeciwnie wobec naszej ludzkiej mądrości i strategii. Dlatego dziś może trzeba na nowo usłyszeć to zaproszenie: Sprzedaj wszystko co masz… sprzedaj to, co staje na drodze twojej relacji ze Mną, relacji z Ojcem, z siostrą, sprzedaj to, co niszczy twoją bezinteresowność… Czy jesteś gotowy? Sprzedaj, i zacznij uwielbiać – czyli bądź dla Boga i pozwól, by On był dla ciebie i zajął się Twoimi sprawami! To jest uwielbienie! Bo właśnie wtedy, kiedy zajmujemy swoje miejsce, uznając kim wobec Niego jesteśmy i Kim On jest, pozwalamy Mu działać w sobie. I wtedy doświadczamy najhojniejszego obdarowania.
s.M. Laureta Kobylińska