Modlitwa w Ogrójcu
Biczowanie
- to tematy naszych poprzednich rozważań pasyjnych.

Dziś kolejna tajemnica bolesna – Cierniem Ukoronowanie.

Ukoronowanie Cierniem -
Tą rozrywkę wymyślili sobie już – niejako dodatkowo - rzymscy żołnierze.
Jedynie Ewangelia według św. Jana opisuje to w krótkiej relacji:
„A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym.
Potem podchodzili do Niego i mówili: Witaj, królu żydowski! i policzkowali Go.
A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy.
Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym.
Piłat rzekł do nich: Oto Człowiek.”
Dla żołnierzy Jezus to tylko jeszcze jeden skazaniec,
bezbronny i bez prawa głosu,
bez możliwości protestu, który i tak miał zginąć.
Nie należało mu się żadne ludzie traktowanie,
żadne prawa,
żadna litość.
Można go było wykorzystać w najbardziej bestialski sposób,
można się było nim zabawić,
można go było zelżyć, zniszczyć, spotwarzyć, sponiewierać, wyśmiać, wyszydzić, opluć.
I tak właśnie zabawiali się skazańcem rzymscy żołnierze.
Można się nawet zastanawiać dlaczego jest tak, że już ci sami starożytni rzymianie ukuli powiedzenie: „homo homini lupus” – człowiek człowiekowi wilkiem.
Rzeczywiście czasami ma się wrażenie, że zwierzęta są lepsze niż ludzie.
Zwierzęta nie zabijają dla przyjemności, dla lubieżnej, sadystycznej radości, zwierzęta nie znęcają się nad ofiarą.
Zabijają z rywalizacji, z głodu.
Ale nie dla samej satysfakcji.
Człowiek niestety tak …
człowiek niestety bawi się zadawaniem bólu. Człowiek bardzo często zadaje ból, lży, poniewiera drugiego człowieka dla sadystycznej przyjemności, z pogardy,
a nawet tylko dla zabawy.
Gorszy cię to?
Powiesz, że takie rzeczy zdarzają się wyjątkowo, wśród zwyrodniałych żołdaków i nieludzkich, pozbawionych uczuć zboczeńców.
Czy na pewno?
A jakże często my sami tak właśnie bawimy się ludźmi?
Jakże często lżymy, niszczymy, poniżamy drugiego człowieka, traktujemy go jak śmiecie, jak zero, jak rzecz tylko dlatego, że jest od nas gorszy, może biedniejszy,
że nie protestuje, że nie ma siły się sprzeciwić, tylko dlatego,
że jest podporządkowany, poddany, w jakiś sposób zależny od nas.
Dla żołnierzy skazaniec o imieniu Jezus (oni pewno nawet nie znali Jego imienia, bo i po co zaprzątać sobie głowę taką drobnostką) - bo był tylko jednym z wielu niewolników, któremu nie należało się nic!
A ileż to w naszych międzyludzkich stosunkach takich właśnie, lekceważących i pogardliwych uwag, zachowań?
Ileż to razy nie zauważamy nawet, że ktoś jest na skraju wyczerpania, że ktoś nie jest w stanie dłużej znosić balastu swoich kłopotów i trosk, że po prostu jest u kresu sił?
A my mu jeszcze dokładamy, - czasami nawet tylko bezmyślnie - pogłębiamy jego cierpienie.

Ileż to razy drugi człowiek jest dla nas nikim,
nic nie znaczącym przechodniem,
obojętnie mijanym i beznamiętnie niezauważanym?
Czy nie jest i tak, że według naszych przekonań tak wielu ludziom nie przysługują żadne ludzkie prawa, że nie należy im się ludzkie traktowanie, odrobina życzliwości, czy zrozumienia, tylko dlatego że są inni. I nie muszą to być nawet pogardzani przez nas przestępcy, ale inni, po prostu inni, nieznani, odmienni, nie należący do naszej grupy, czy do naszej kultury.

Pewien misjonarz - zakonnik opowiedział wydarzenie, które widział na własne oczy:
W czasie mojej pracy w południowym Zairze - wspomina, miałem okazję widzieć jak w ramach plemiennych porachunków złapano człowieka wracającego z buszu z naręczem długiej, buszowej trawy służącej do pokrycia dachu lepianki. Zamieszki międzyplemienne były wynikiem politycznej gry ówczesnego gubernatora, który doskonale wiedział jak skłócić sąsiadujące plemiona, które wzajemnie wymyślały dla siebie coraz bardziej okrutne kary, tortury i sposoby śmierci.
Mógłby tez o tym wiele opowiedzieć nasz misjonarz – ks. Grzegorz Kasprzycki.
Otóż złapanego człowieka poddano natychmiastowemu procesowi i jedyną winą jaką mu udowodniono było to, że należy do (rzekomo) wrogiego plemienia.
Natychmiast też przystąpiono do egzekucji wymyślonej kary.
Najpierw z rozmyślnym i wyrafinowanym okrucieństwem przybito mu stopy zardzewiałymi gwoźdźmi do kawałka deski i kazano uciekać.
A kiedy ludzie widzieli, że skazany oczywiście nie może się ruszyć, obłożyli go niesioną przez niego trawą i najspokojniej w świecie podpalili. Rozdzierający krzyk tego, palonego żywcem człowieka do dzisiaj brzmi w moich uszach - opowiada, ale jeszcze bardziej przejmująco brzmi w moich uszach śmiech zebranej gawiedzi; mężczyzn, kobiet a nawet kilkuletnich dzieci.
Ktoś może powiedzieć: „no tak, wiadomo, dzika Afryka”.
Ale czy na pewno tylko w Afryce takie rzeczy się dzieją?
Czy nie przypominamy sobie nic z naszego, wysoce cywilizowanego świata i to nawet nie z bardzo odległej przeszłości …, sprzed kilku lat lub nawet kilku miesięcy?
Z ostatnich dni...
Czy nie jesteśmy świadkami tego rodzaju prześladowań rasowych, kulturowych czy etnicznych także u nas, w cywilizowanej Europie?
Czy nie przyglądaliśmy się tego rodzaju torturom zasiadając wygodnie przed telewizorem, ze szklanką kawy lub herbaty w ręku?
A dzienniki telewizyjne, filmy, programy tym większym cieszące się powodzeniem im więcej w nich nieszczęścia.
I nikt nie protestuje, nikt nie krzyczy, nie domaga się poszanowania praw ludzkich.
Większość epatuje się złem i barbarzyństwem cieknącym z ekranów naszych telewizorów.
Co więcej, nieśmiałe próby protestu przeciwko tego rodzaju przedstawieniom natychmiast są zakrzyczane w imię wolności wypowiedzi, wolności ekspresji, w imię wolności wyboru.
Codziennie ginie na świecie około 400 chrześcijan, rocznie ponad 130 tysięcy.
Świat oszalałby w protestach gdyby to chrześcijanie mordowali, ale że to oni są mordowani nikt się nie odzywa, nikt nie protestuje, nikt o tym nawet nie wspomina.
A to przecież Jezusa zabijają!!!

Człowiek człowiekowi wilkiem,
człowiek bawi się drugim człowiekiem,
człowiek lubuje się w poniżaniu, w deptaniu ludzkiej godności, w zadawaniu bólu, w szyderstwie, w drwinie, w policzkowaniu i to niekoniecznie tym fizycznym.
Ileż to razy w moim życiu bezmyślnie, bawiłem się ludzkim nieszczęściem, poiłem ludzką biedą, rozkoszowałem ludzkim poniżeniem i cierpieniem. Czy we mnie także nie drzemie rzymski, bezmyślny żołdak,
czy i we mnie także nie można by odkryć pokładów nieludzkiego sadyzmu, a może tylko bezmyślności, obojętności czy cynizmu?
Ja wiem, że teraz ktoś, kto słyszy te słowa może mi zarzucić, że w tej sprawie dzisiaj akurat jestem tu negatywistą, że widzę tylko ciemne strony, że przejaskrawiam, wyolbrzymiam, przesadzam.
Ale czy rzeczywiście przejaskrawiam, czy rzeczywiście wyolbrzymiam?
A nawet jeśli jest w tym trochę racji, to przecież podane przykłady nie są wyssane z palca i wszyscy doskonale wiemy, że są to jedynie pojedyncze przykłady tego wszystkiego, co działo się na przestrzeni wieków i co dzieje się do dzisiaj.
Jest to tylko szczyt góry lodowej zła, o czym my nie mamy zielonego pojęcia, o czym wie doskonale tylko Bóg,
bo On sam to wszystko, w tych wszystkich cierpiących i poniżanych, w tych wszystkich wyszydzonych i sponiewieranych - przecierpiał.

Męka Chrystusa trwa nadal i nadal człowiek znęca się nad Nim,
nad Chrystusem obecnym w drugim człowieku.
Nadal jest On poniżany i raniony, bity i torturowany, obrażany, wyśmiewany, wykpiony i pohańbiony – jak z rozczuleniem śpiewamy w Gorzkich Żalach.
I nadal nikt w Nim nie widzi Syna Bożego, ani nawet człowieka, któremu należy się szacunek.
Nadal jest to tylko skazaniec, śmieć, potępieniec, „ktoś od kogo się głowę z pogardą odwraca” - jak czytamy w jednej z pieśni Izajasza.
… ciekawe, że do tego momentu w procesie Chrystusa nie znalazł się nikt – no może poza żoną Piłata- kto by się za Nim wstawił, lub Mu współczuł.
To dopiero na drodze krzyżowej spotkamy Weronikę (o której wiemy tylko z tradycji), płaczące niewiasty i Szymona z Cyreny.
Ale to dopiero w ostatniej fazie Jego krzyżowej drogi, znaleźli się ludzie, którzy byli zdolni okazać odrobinę ludzkich uczuć.
W czasie procesu, biczowania, żołnierskich zabaw, koronowania cierniem nie znalazł się nikt, kto zobaczyłby w Nim cierpiącego, kto okazałby litość, kto okazały współczucie i przynajmniej nie dodawał bólu do już istniejącego cierpienia.
Nie jest przesadą mówienie o tym,
nie jest przesadą przypominanie o tych najbardziej ciemnych zakamarkach ludzkiej duszy.
Nie jest negatywizmem i samoudręczeniem mówienie człowiekowi: „uważaj, bo i w tobie także drzemią pokłady okrucieństwa”.
Męka Chrystusa nie tylko przez to jest wstrząsająca, że dokonała się raz, przed dwoma tysiącami lat na osobie Syna Bożego, Jezusa Chrystusa.
Ona dokonuje się nadal, powtarza się przez wieki.
I każdy z nas ma w niej osobisty udział i wkład.

Ilekroć z pogardą patrzę i odnoszę się do drugiego człowieka, ilekroć poniżam i szkaluję, obrażam bliźniego, ilekroć nawet tylko obojętnie przechodzę koło cierpiącego i poniżonego, tylekroć powtarza się biczowanie i koronowanie cierniem, tylekroć wyśmiewany i opluwany jest Chrystus.
To właśnie znaczą Jego słowa: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”

Gdy wbijam kolejny cierń własnego osądu?
Cierń złośliwości...
by poczuć ulgę że drugiemu jest gorzej ode mnie...

Koronowanie cierniem to straszna tortura,
chociaż dla żołnierzy to była tylko rozrywka,
kilka chwil szyderstwa i kpiny.
Człowiek bowiem, którym się zabawiali przecież już nic nie znaczył, był tylko skrwawionym łachmanem, i tak przeznaczonym na zabicie.
A któżby się kimś takim przejmował?
Ale ta sama bestialska rozrywka kosztem drugiego człowieka powtarza się zawsze ilekroć ja zapominam, że drugi człowiek jest objawieniem się samego Boga, bo „Bóg go stworzył na obraz i podobieństwo swoje.”
A Chrystus, Który był najdoskonalszym obrazem Ojca stał się człowiekiem
i został tak potraktowany ….

„Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.
Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego.
Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.
Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich.

Pomyślę dzisiaj – ile cierni wbiłem na skronie Jezusa – zadając ból drugiemu.
Szczególnie szyderstwem...
obmową...
obnażeniem jego wad...

Jezu koronowany przeze mnie – ulituj się nade mną.

 Ogród Oliwny – wydarzenia zbawcze jakie dokonały się w Ogrojcu
– rozważaliśmy je tydzień temu.
Dzisiaj przyjrzymy się biczowaniu Zbawiciela.
Biczowanie to kolejna
po Modlitwie w Ogrójcu
tajemnica bolesna Różańca świętego.
Ach, widzę Syna mojego –
Przy słupie obnażonego, -
Rózgami zsieczonego!
Jakże przejmujące są słowa Maryi które za chwilę wyśpiewamy.

Biczowanie, jakie mieliśmy okazję oglądać w filmie “Pasja”, było niesamowitą torturą, tym bardziej okrutną i perwersyjną, że zadaną z wyrafinowaniem i bestialstwem.
Żołnierze wszystkich armii świata i wszystkich czasów umieją się zabawiać w wyrafinowany sposób i dziką przyjemność sprawia im widok lejącej się, ludzkiej krwi.
W zamyśle Piłata miało ono “zmiękczyć” zatwardziałe serca pospólstwa, a skrwawiony strzęp ludzkiego ciała miał wzbudzić litość w tłumach i wyjednać ułaskawienie dla Jezusa,
ale w rzeczywistości biczowanie było etapem wstępnym ostatecznej kary i miało “zmiękczyć” raczej skazańca.
Ukazany w filmie Pasja sadyzm oprawców nie jest przesadzony, jeśli przypomnimy sobie wybryki żołdaków różnych kultur, cywilizacji i okresów historycznych.
Dla Piłata proces Jezusa to tylko okazja do pokazania swojej władzy,
do udowodnienia Żydowskiej starszyźnie,
że to właśnie on jest tu prokuratorem,
a oni wasalami i poddanymi rzymskiego cezara.
Dla tłumów to okazja do rozrywki, a nawet do zarobienia paru groszy, bo przecież za kilka denarów czy srebrników można krzyczeć cokolwiek i domagać się śmierci nawet najbardziej sprawiedliwego.
Dziś często dziennikarze robią za żołnierzy i tłum.
Albo opłacani pajace.
Wykrzyczą każde hasło, byleby zagłuszyć prawdę.
Im głośniej i bardziej głupio, tym wydaje im się że lepiej.
Nie uszanują żadnych świętości.

I tak to było w historii ludzkości,
gdzie także polityka brała górę nad zwykłym ludzkim współczuciem
i gdzie żołnierze także wykazywali się wyjątkową gorliwością.

Biczowany i sponiewierany Chrystus przeżywa na swoim ciele wszystkie te cierpienia, męki i katusze zadawane milionom niewinnych ofiar tortur i prześladowań.
Jego krew przelana w czasie biczowania, to krew dziesiątków milionów ofiar ludzkich przelana w ciągu 20 wieków i nadal przelewana w czasie wszystkich wojen i konfliktów nawet tych najsprawiedliwszych i najbardziej politycznie uzasadnionych.
To setki i tysiące litrów ludzkiej krwi!!!!, przelewanej przez miliony ludzi mordowanych w imię najbardziej szlachetnych ideałów: “równości, braterstwa, wolności” i postępu ludzkości.

Powiedzmy to jeszcze raz wyraźnie:
Cała historia człowieka, to nieustannie powtarzające się biczowanie Jezusa, zadawanie bólu, znęcanie się nad ofiarami dla sadystycznej przyjemności oprawców.
Ci wszyscy, którzy protestowali przeciwko brutalnemu realizmowi filmu “Pasja” zapomnieli najwyraźniej, że tego rodzaju brutalizm jest chlebem powszednim człowieka od tysięcy lat.

W czasie procesu w pretorium Piłata tłumy krzyczały:
– “Krew Jego na nas i na dzieci nasze!”
i rzeczywiście Krew Jego spływa obficie na nas, leje się strumieniami w ludzkiej historii!
– “Krew Jego na nas i na dzieci nasze!”,
bo to także krew owych milionów dzieci rocznie, którym nie pozwala się narodzić, którym odmawia się prawa do życia, których krew jest przelewana zanim jeszcze zaczną samodzielnie oddychać.
– “Krew Jego na nas i na dzieci nasze!”
i na naszych zniedołężniałych i schorowanych rodziców, wobec których najlepiej zastosować eutanazję i w ten sposób rozwiązać jeden z trudniejszych problemów współczesnej wspaniałej i przebogatej cywilizacji.
Biczowanie Jezusa powtarza się na przestrzeni historii z przerażającym realizmem.
A ludzkie bestialstwo i przewrotna pomysłowość nie mają granic.
Chyba w żadnej innej dziedzinie ludzkiego życia pomysłowość i wynalazczość człowieka nie były tak rozwinięte jak w dziedzinie zabijania i zadawania kaźni.
Począwszy od wymyślnych biczów i krzyży rzymskich panów świata,
a na nie-mniej pomysłowych kulach rozrywających się w ciele postrzelonej ofiary skończywszy.
Począwszy od wielogodzinnych widowisk na arenach rzymskich cyrków, a skończywszy na telewizyjnych widowiskach przedstawiających na bieżąco i z detalami kolejne konflikty zbrojne współczesnej cywilizacji.
Aby doznać dreszczyku emocji nie trzeba już uczestniczyć w męczących spektaklach i widowiskach.
Wystarczy zasiąść wygodnie w fotelu przed telewizorem i oglądnąć kolejną dawkę horroru.
Chyba żadna inna dziedzina ludzkiej aktywności nie była tak dynamicznie rozwijana, jak właśnie dziedzina uśmiercania i zadawania bólu.

...Ale czy zdajemy sobie sprawę, że to biczowanie, znęcanie się nad drugim człowiekiem, wcale nie musi wyglądać tak brutalnie i drastycznie?
Czy zdajemy sobie sprawę, że czasami wystarczą słowa, żeby człowieka dosłownie ubiczować?
Czy my sami, w naszym codziennym życiu nie dokonujemy podobnych, sadystycznych aktów, w białych rękawiczkach?

Posłuchajmy prawdziwej historii:
Bożena miała niewiele ponad 18 lat, kiedy zaszła w ciążę.
Dla niej samej –kiedy się o tym dowiedziała- było to szokiem i w pierwszej chwili chciała się od razu pozbyć tego niechcianego dziecka, ale po kilku dniach, a szczególnie po rozmowie z życzliwą osobą uznała, że jedynym dobrym wyjściem z sytuacji będzie to dziecko urodzić.
Życzliwa osoba pokazała jej kilka zdjęć, na których poczęte dzieci wyglądały tak cudownie.
To przecież nie jest tylko kilka bezkształtnych komórek, to nie jest jedynie bezosobowy płód, to jest już człowiek, to jest dziecko, moje !!! dziecko, mówiła sobie Bożena w swoim dziecięcym jeszcze rozumowaniu.
Te kilka zdjęć i pełna powagi i zrozumienia rozmowa z bliska osobą uświadomiły jej, że nie wszyscy ją potępiają.
Oczywiście nikt nie pochwalał jej czynów i tego co zrobiła, ale przynajmniej ktoś pokazał jej, że nie wolno naprawiać jednych błędów przez popełnianie kolejnych, jeszcze gorszych.
Zrozumiała, że jej grzech nie może być zmazany przez inny, cięższy grzech morderstwa.
Niestety… matka i starsza siostra nie chciały nawet o tym słyszeć.
Według nich to był skandal i hańba dla ich rodziny.
Ojca już nie miała, bo odszedł od nich kiedy była jeszcze dzieckiem.
Z tamtego okresu pamiętała tylko nieustanne kłótnie w domu i matkę wiecznie niezadowoloną z małych zarobków ojca.
Podejrzewała, że ostatecznie odejście ojca było spowodowane ustawicznymi pretensjami i awanturami matki, która była wiecznie i ze wszystkiego niezadowolona.
Teraz też, reakcja matki na jej ciążę była jednoznaczna: “usunąć i nawet nie ma o czym dyskutować!”
Dla matki daleko ważniejsza była pozycja społeczna i reakcja sąsiadów, znajomych i krewnych, a szczególnie trzech ciotek - sióstr matki, które -jak zły sen- były stale obecne w życiu ich rodziny i wydawały nieodwołalne i kategoryczne wyroki o wszystkich i o wszystkim.
Tak było zawsze i w każdej trudnej sytuacji.
Zbierał się sejm „ciotek”, wydawał wyrok i podejmował nieodwołalną decyzję.
Także i w tej sytuacji tzw. “rada rodzinna” postanowiła jednoznacznie i definitywnie załatwić kłopotliwą sprawę.
Znaleziono życzliwego i wyrozumiałego ginekologa, który zgodził się - według nich po ludzku - potraktować młodą dziewczynę i pomóc jej, aby nie zmarnowała sobie życia już na początku.
Problem był tylko w tym, że Bożena nie chciała się zgodzić na takie “życzliwe rozwiązanie”.
Jaj matka nie mogła zrozumieć uporu głupiej i krnąbrnej córki, która koniecznie chciała sobie skomplikować życie i pozbyć się dziecka.
Tak było w ciągu pierwszych dwóch tygodni, kiedy Bożena zdecydowała nie pozbywać się dziecka.
A później było już tylko coraz gorzej.
Matka i ciotki, wspomagane przez starszą siostrę przypuszczały coraz bardziej bezpardonowe ataki, tłumacząc, strasząc, przekonując,
szantażując i próbując wymusić na dziewczynie zmianę jej decyzji.
…Były prośby, były groźby, był i szantaż; wyniesiesz się z domu, nikt cię tutaj nie będzie utrzymywał z bachorem!
…Co zrobić, gdzie pójść, niewielkie miasteczko w którym wszyscy wszystkich znają, w którym nie ma żadnej poradni życia rodzinnego, żadnego domu czy przytuliska dla samotnej matki.
Życzliwa osoba wprawdzie mówiła, że jej pomoże i nawet chciała z nią jechać do takiego domu prowadzonego przez zakonnice, ale Bożena bała się, że taka ucieczka z domu mogła zaszkodzić jej samej i tej osobie, jeśli matka się na nią zaweźmie ze swoimi siostrami.
A nagonka ze strony “rodziny” stawała się coraz bardziej zmasowana.
Od rana do wieczora, przy każdej okazji ponawiane groźby i drwiny.
Stało się to szczególnie złośliwe i okrutne, kiedy Bożena nie mogła już chodzić do szkoły, bo ciąża była już zbyt widoczna.
Do tych otwartych ataków ze strony matki, ciotek i starszej siostry dołączyły się jeszcze wymowne i pełne politowania ukradkowe spojrzenia sąsiadek, które z wyreżyserowaną dobrocią, życzliwością i faryzejską troską pytały: “Jak ty dziecko, poradzisz sobie z dzieckiem?”
W siódmym miesiącu ciąży Bożena przeszła już wszystkie możliwe stopnie upokorzenia i poniżenia,
zastraszenia i upodlenia ze strony “najbliższych” i poznała całą gamę obłudnie troskliwej życzliwości ze strony sąsiadek i znajomych.
Na początku ósmego miesiąca dała za wygraną i sama znalazła radykalne rozwiązanie kłopotliwej sytuacji.
Znaleziono ją martwą…
Na jej pogrzebie matka, siostra i trzy ciotki, wszystkie były ubrane w gustowne, czarne żakiety i wszystkie pięć płakały „szczerze” po stracie “nieodżałowanej córki, siostry i siostrzenicy” (jak głosił faryzejski napis na klepsydrze).

Tak!
Biczowanie Jezusa trwa nieustannie!
Biczujemy słowem: plotką, obmową, oszczerstwem, zwykłym pomówieniem.

Niemal codziennie w telewizji, w internecie biczuje się kolejnego biskupa, kapłana czy kogoś uczciwego.
Niestety często ku satysfakcji chrześcijan, którzy wypisz wymaluj – przypominają tłum urągający Jezusowi.

Dziwisz się ilości razów zadanych Jezusowi to popatrz na ostatnie kilka dni swojego życia - ile było obmowy, osądu, plotki.
Nieźle się Jezusowi oberwało.

Nie od żołnierzy i oprawców.
Ale ode mnie i od ciebie.
Kiedy wreszcie to pojmiemy.

Nie wystarczy rzewnie pośpiewać na Gorzkich żalach.

Zamiast pytać – jak oni mogli?
trzeba uderzyć się w piersi i zapytać:
ile jeszcze ja będę Jezusa biczować?!

I parę słów do tych pań, które wychodzą co jakiś czas na ulice w czerni.
Czyli w żałobie, bo albo zabiły albo zamierzają zabić.
Dobrze że w naszej okolicy nie ma takich czarnych protestów obłąkanych i zionących nienawiścią biednych zagubionych kobiet.
Chciałoby się powiedzieć:
Kobieta to nie jest maszynka do zabijania dzieci.
Łono kobiety ma być najbezpieczniejszym miejscem dla bezbronnej istoty, a nie trumną i grobem.

Dziękuję ci Jezu, ze moja mama jest zwykłą kobietą z Podkarpacia.
Bo gdyby była wyzwoloną feministką, na pewno nie ujrzał bym światła dziennego.
Albo bym się wstydził, że chodzi po ulicy jako morderczyni.

Boże daj opamiętanie biczującym Ciebie!
Daj opamiętanie kobietom, którą wolą zabić, niż pokochać.
Daj odpowiedzialność, że życie to nie jest zabawka.
Bo już raz zabawiono się okrutnie Twoim ciałem i ciągle cierpisz w każdym cierpiącym ciele. Dość tego biczowania!!!
. Rafał Cudziło

 Modlitwa w Ogrojcu
Biczowanie
Cierniem Ukoronowanie
Niesienie Krzyża
Ukrzyżowanie
Tajemnice bolesne będą teamami naszych tegorocznych rozważań pasyjnych.
Będziemy je rozważać
przechodząc od czasów Jezusa
przez historię chrześcijaństwa
a zwłaszcza po czasy współczesne.
Rozważania Męki Pańskiej rozpoczynamy od tego co stało się w Ogrójcu,
od tej jedynej i niepowtarzalnej modlitwy Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa,
w czasie której sam Bóg zaczął odczuwać lęk i drżenie,
od tej wstrząsającej chwili,
w której sam Bóg poci się krwawym potem.
…Warto jednak zobaczyć tę chwilę,
te kilka, kilkanaście minut modlitwy
w szerszym kontekście.
Zazwyczaj wzruszamy się śpiewając w Hymnie Gorzkich Żali:
Żal duszę ściska, serce boleść czuje, *
Gdy słodki Jezus na śmierć się gotuje; *
Klęczy w Ogrójcu, gdy krwawy pot leje, *
Me serce mdleje.
…Warto się zastanowić dlaczego?
Dlaczego???
Co spowodowało u Niego ów krwawy pot? Co takiego zobaczył,
co przeżył,
czym się przeraził ten 33 letni
Bóg-Człowiek (!),
iż doznał tak głębokiego wstrząsu,
że jak pisze św. Łukasz: “…Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię.”?
Czy widział wtedy tylko swoją własną mękę i śmierć?
Czy bał się jedynie tego, co Jego samego czekało?
Czy w tej chwili głębokiej i osobistej rozmowy z Ojcem nie widział także i tego wszystkiego, co miało spotkać Jego braci i siostry,
tak jak On; pogardzanych, odrzuconych, wyśmianych, prześladowanych?
Czyż nie widział i nie czuł całego bólu ludzkości,
tych wszystkich milionów umierających, odrzuconych, lekceważonych, wyśmiewanych, bezbronnych?
Czyż nie przeżywał także ich opuszczenia, ich lęku i ich trwogi?
Bóg człowiek pocący się gęstymi kroplami krwi,
przeżywa z całą wyrazistością
i rozdzierającym bólem
trwogę konania
wszystkich tych,
którzy …konali, …konają i …konać będą
w ciągu całej historii ludzkości.
On poci się krwawym potem, bo nosi w sobie lęk konania i agonię tych milionów – jak On niewinnych – skazańców, którzy oczekują na śmierć,
do śmierci się przygotowują,
swoją męczeńską śmierć boleśnie
i jeszcze przed śmiercią przeżywają.
To ich ból i ich lęk,
ich trwoga i ich przerażenie
jest powodem Jego bólu i trwogi konania.
Nie bez przyczyny bowiem pisze Izajasz w jednej z pieśni o cierpiącym Słudze Jahwe: “Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego.”
Ale także “Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.”
On naprawdę wziął na siebie wszystkie nasze cierpienia i nasze lęki,
nasze choroby, ale i nasze grzechy,
nasze zwątpienia i nasze troski.
Ksiądz Massimo Astrua w swej niewielkiej książeczce: “I was prześladować będą. Męczennicy XX wieku”, pisze, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa zostało zamordowanych około 7 milionów 730 tysięcy chrześcijan.
I tak:
w roku 40 po Chrystusie – zginęło około 1 tysiąca chrześcijan
w roku 50 po Chrystusie – 1 400
w roku 150 po Chrystusie – 40 500
w roku 200 - nym po Chrystusie – 217 800
w roku 250 po Chrystusie – 1 171 000
w roku trzysetnym po Chrystusie – aż 6 .299.000
w sumie, ciągu trzech pierwszych wieków – 7 725 700 ludzi.
Ale warto pamiętać i o tym, że jedynie w ubiegłym, XX wieku zginęło ponad 45 milionów (!!!)
TAK 45 MILIONÓW chrześcijan, i to tylko dlatego, że byli wierzącymi.
Nie licząc milionów zabitych niewinnie w łonach matek.
I to wiek XX próbował nam wmówić, że “człowiek to brzmi dumnie”.
Dzisiaj na całym świecie codziennie tysiące osób oddaje życie za wiarę.
To także z ich powodu Jezus w Ogrójcu poci się krwawym potem.
To z ich powodu prosi swoich uczniów: “Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!”
Bo kiedy Pismo święte mówi: “On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby„.
- to można w tym obrazie widzieć także tych wszystkich, z którymi Chrystus się utożsamia,
a którzy jak On niewinnie skazani,
bez wyroku i bez sądu,
zostali straceni, potępieni, szykanowani, represjonowani, wyrzuceni na margines.
On rzeczywiście wziął na siebie cierpienia nas wszystkich,
a szczególnie tych najsłabszych.
On już w Ogrójcu przeżywa śmierć nie tylko swoją, ale i tych milionów niewinnych, na których wydano szydercze wyroki i których bestialsko zakatowano, zamordowano, utopiono, spalono,
tylko dlatego, że wierzyli w Chrystusa!
…Ale i tych zaszczutych w naszych czasami nieludzkich społecznościach,
wyśmianych i szykanowanych,
słabych i bezbronnych,
którymi nikt się nie przejmuje.
Obraz niewinnego baranka, pocącego się krwawym potem, to także obraz tych, którzy w naszych czasach (Afryce, w Azji, ale i w cywilizowanej Europie) cierpią prześladowanie i represje, tych o których Papież Jan Paweł II mówił, że jest “głosem tych, którzy głosu nie mają„.
…To za nich poci się krwawym potem,
to za nich modli się w Ogrodzie Oliwnym Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus.
To za nich prosi, aby oszczędzony im został ten kielich goryczy, aby ominęła ich ta godzina.
On się z nimi utożsamia tak głęboko, że wszelkie zło, wszelka krzywda wyrządzona człowiekowi Jego dotyka ….
“Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”.
Czy my zdajemy sobie sprawę, co znaczą te słowa?
“Wszystko !!!, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”
A co ja uczyniłem?,
co ja nadal i codziennie czynię?
W jeden z książek historycznych, opisanej bardzo realistycznie czytamy:
W jednym z komunistycznych więzień Rumunii, w czasach stalinizmu trzymani byli klerycy, których poddawano wyrafinowanym torturom cielesnym i duchowym zanim zdecydowano się ich rozstrzelać.
Wieloosobowe cele więzienne pełne były robactwa i szczurów.
Brak było w celach podstawowych urządzeń sanitarnych, a klerycy załatwiali swoje potrzeby do wiader.
Aby ich zmusić do przyznania się do niepopełnionych win,
aby ich złamać i upokorzyć, codziennie rano,
po pobudce zanurzano im siłą głowę w wiadrach pełnych ich własnych ekskrementów.
Po kilku tygodniach tego rodzaju porannych ćwiczeń, klerycy byli już tak “wytresowani”, że sami, bez zewnętrznego przymusu “nurkowali” głową w wiadrach.
A ich oprawcy śmiali się z tej “porannej toalety”.
Byli tak otępiali stosowanymi wobec nich metodami przesłuchań, że nie protestowali nawet wtedy, kiedy życie każdego z tych kleryków kończyło się tym samym - strzałem w potylicę.
…“Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”.
Chrystus w Ogrodzie Oliwnym poci się krwawym potem nie tylko dlatego,
że widzi swoją mękę i upokorzenie,
że przeżywa trwogę konania,
że sam “na śmierć się gotuje”.
On naprawdę “obarczył się naszym cierpieniem,
On naprawdę dźwigał nasze boleści
…a myśmy Go za skazańca uznali, za godnego pogardy,”
za kogoś, kim można bezkarnie pomiatać, z kogo można się bezkarnie śmiać.
Warto zrobić sobie rachunek sumienia i zapytać: ile z tych cierpień ja sam spowodowałem, do ilu niewinnych cierpień (być może nawet śmierci), ja się przyczyniłem?

Tak łatwo jest się wzruszać cierpieniami Chrystusa,
tak trudno dostrzec tegoż samego Chrystusa w człowieku żyjącym obok mnie.

Jezus wylewa pot, bo widzi ludzką obojętność na cierpienie, na zadawany ból, na odzieranie z godności.

Jakże dzisiaj Jezus cierpi bo Jego Meka i Krzyż są powodem bluźnierstwa w jednym z teatrów naszej ojczyzny,
w mieście gdzie rządzi osoba należąca do Odnowy w Duchu Świętym
i gdzie wierzący, przynajmniej za takich się podający – nie widzą w tym nic złego.
Jezus poci się krwawym potem, bo widzi te zgorszenia, widzi ludzkość,
która odrzuca Jego Mękę, Jego zbawienie.
Ba, robi sobie z tego kpiny, plugastwa i obrzydliwe diabelskie seanse.
To ludzkość!
A ja?…
Ile Jezus musi wypocić tej krwi zanim ja się nawrócę.
Zanim przestanę go katować w drugim człowieku?
Myślami, mową, uczynkiem …ale także i zaniedbaniem czyli umyciem rąk, albo co gorsza pocałunkiem Judasza.
Gdy trzeba mieć odwagę i powiedzieć – ja się z tym nie zgadzam.
Albo:
Ja nie mam prawa osądzać nikogo.
Kiedy mogę powiedzieć: dość! Nie godzi się tak mówić, oceniać, skazywać!
Ile jeszcze Jezus będzie wylewał krwawy pot nade mną?
Niech to będzie pytanie na najbliższy tydzień Wielkiego Postu.
Ile jeszcze Jezus będzie wylewał krwawy pot nade mną?

Ks. Rafał Cudziło