MIŁOŚĆ STWÓRCZA
Rdz 1,26-31
Początkiem naszej drogi do Boga jest uznanie siebie za stworzenia, który wyszły z kochających rąk Stwórcy. Powodem stworzenia nas i świata jest bezinteresowna Boża Miłość.
Zastanów się, jaki jest Twój obraz Boga. Czy myślałeś/aś o Bogu jako o swym Stwórcy?

MIŁOŚĆ NADAJĄCA NAM GODNOŚĆ DZIECI BOŻYCH
Ef 1, 3-14;

Tajemniczy plan zbawienia

3 Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa,
On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym
na wyżynach niebieskich1 - w Chrystusie.
4 W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata,
abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
Z miłości 5 przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa,
według postanowienia swej woli,
6 ku chwale majestatu swej łaski,
którą obdarzył nas w Umiłowanym.
7 W Nim mamy odkupienie przez Jego krew -
odpuszczenie występków,
według bogactwa Jego łaski.
8 Szczodrze ją na nas wylał
w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia,
9 przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli
według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął
10 dla dokonania pełni czasów,
aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie:
to, co w niebiosach, i to, co na ziemi2.
11 W Nim dostąpiliśmy udziału my również,
z góry przeznaczeni zamiarem Tego,
który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli,
12 po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu -
my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie.
13 W Nim także i wy3 usłyszawszy słowo prawdy,
Dobrą Nowinę waszego zbawienia,
w Nim również uwierzyliście i zostaliście naznaczeni pieczęcią4 Ducha Świętego, który był obiecany.
14 On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością5 [Boga], ku chwale Jego majestatu.


Bóg wybrał nas już przed założeniem świata i powołał do wielkiej godności - uczynienia nas swoimi przybranymi dziećmi. Tak nas kocha, że pragnie podzielić się z nami swą Boską naturą, pragnie naszego przebóstwienia. Nie zmieni tego planu żaden ludzki występek. Bóg chce być dobry wobec nas i obdarowywać nas, nawet, jeśli na to nie zasługujemy i nie rozumiemy Jego woli.
Czy jesteś świadomy/a tego, że jesteś wybrany przez samego Boga? Zastanów się, co znaczy dla Ciebie bycie dzieckiem Bożym.

MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA
Jr 31, 2-6;
Bóg nigdy nie cofa swej miłości, nie uzależnia jej od niczego.
Pokochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość – oto przesłanie Bożej Miłości dla każdego z nas.
Bóg nas kocha niezależnie od naszej wierności.
Czy kiedykolwiek myślałeś/aś, że miłość Boga do Ciebie zależy od Twoich uczuć, czy też od dobrego postępowania, czy od jeszcze czegoś innego?
Czy potrafisz za darmo przyjąć Bożą Miłość, czy chcesz sobie na nią zasłużyć?

MIŁOŚĆ NIEODWOŁALNA
Iz 54, 10a;

10 Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie

 Rz 8, 35; 38-39

35 Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?

38 I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, 39 ani co wysokie14, ani co głębokie15, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.


Bóg zawsze pozostaje wierny tym, których stworzył. Boża Miłość jest nieodwołalna, dana jest raz na zawsze. Nikt ani nic nie może nas od tej Miłości oddzielić.
Czy miałeś/aś kiedyś w swoim życiu wrażenie, że Bóg Cię opuścił? Czy potrafisz dostrzec Miłość Bożą pośród różnych utrapień i przeciwności życiowych?

MIŁOŚĆ OFIARNA
J 3, 16

16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.


Miłość nierozerwalnie łączy się z ofiarą. Aby dopełnić swą miłość do nas, Bóg ofiarował swego Syna. Bóg wydaje nam siebie, oddaje się nam całkowicie do dyspozycji, bez względu na to, jak Go przyjmiemy. On, Król Chwały, zasiada na cherubinach! I nie mogą pomieścić Go nawet Niebiosa! Był więc nasz Oblubieniec zupełnie szalony, by przyjść na ziemię do grzesznych ludzi, chcąc uczynić ich swoimi przyjaciółmi, swoimi bliskimi, podobnymi sobie – to słowa św. Teresy z Lisieux.
Czy rozumiesz, na czym polega szaleństwo Bożej Miłości?

MIŁOŚĆ MATCZYNA
Iz 49, 15-16;

15 Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie8.
16 Oto wyryłem cię na obu dłoniach,
twe mury są ustawicznie przede Mną.

Łk12, 6-7

6 Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. 7 U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.


Bóg kocha Ciebie osobiście – jesteś jednym z wielu, a jednak dla Boga jesteś jedyny, niepowtarzalny, bardzo ważny. Kocha Cię, jak powinna kochać matka każde swe dziecko. Nieustannie przytula Cię do swego serca.
Czy masz pragnienie poczuć się w rękach dobrego Boga, jak niemowlę w objęciach swej matki?

 

MIŁOŚĆ OJCOWSKA
Syr 2, 1-9

1 Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu,
przygotuj swą duszę na doświadczenie!
2 Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy,
a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
3 Przylgnij do Niego, a nie odstępuj,
abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim.
4 Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,
a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
5 Bo w ogniu doświadcza się złoto,
a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia1.
6 Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą,
prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!
7 Którzy boicie się Pana, oczekujcie Jego zmiłowania,
nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli.
8 Którzy boicie się Pana, zawierzcie Mu,
a nie przepadnie wasza zapłata.
9 Którzy boicie się Pana, spodziewajcie się dobra,
wiecznego wesela i zmiłowania!


Bóg kocha Cię również miłością ojcowską, wymagającą. Pragnie Twego dobra, chce Cię przemieniać i sprawiać, że staniesz się nowym człowiekiem.
Czy potrafisz trudne wydarzenia Twego życia odczytać jako wyraz Bożej Miłości – Miłości Ojcowskiej? Jaki jest Twój obecny obraz Boga? Na ile zmienił się on pod wpływem przeżytych dwóch tygodni? Czy do końca jesteś przekonany/a o tym, że jesteś umiłowanym dzieckiem Bożym? Jeśli tak, to jaka jest Twoja odpowiedź na tą prawdę?

Rozważamy ostatnią tajemnicę bolesną:
Ukrzyżowanie
i Śmierć Chrystusa

Kiedy dowleczono w końcu Skazańca na miejsce straceń był u kresu sił,
całkowicie wyczerpany
i niezdolny do najmniejszego wysiłku,
a przecież czekało Go jeszcze najgorsze!
Trzymał się na nogach już chyba tylko mocą swej boskiej woli.
Scena egzekucji przedstawiona w filmie „Pasja” jest chyba jedną z najbardziej wstrząsających scen nie tylko w tym filmie, ale i w całej historii kina.
Człowiek, który ma za sobą noc przesłuchania i biczowania, długą drogę z ważącym ponad 80 kilogramów krzyżem, wycieńczony, wykrwawiony, poraniony, obolały, ledwie żywy - ma przed sobą jeszcze bezlitosną, straszliwą egzekucję.
I ten „oto Człowiek”,
Syn Boży,
leżący już na krzyżu,
rozciągnięty na siłę,
aby dopasować przygotowane uprzednio dziury w krzyżu do Jego ramion,
ten Człowiek, Który nie jest już nawet do człowieka podobny,
modli się resztką sił i wstawia się za swoimi oprawcami: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”.
Na pewno pamiętamy i widzimy tę scenę i Jego zaschnięte wargi, usta pełne zakrzepłej krwi szepczące tę modlitwę.
Kiedy kilka lat temu oglądałem film Pasja pamiętam, że właśnie w tym miejscu nie można było powstrzymać łez cisnących się do oczu.
Pierwszą sceną, gdzie łzy same popłynęły był moment kiedy w czasie drogi krzyżowej oczy Jezusa - przy którymś z kolejnych upadków - spotkają się z oczami Jego Matki.
Klęczą oboje naprzeciwko siebie i On wypowiada z ogromnym wysiłkiem i bólem,
ale i z jakąś przejmująca, wewnętrzną radością słowa: „Oto czynię wszystko nowe”.
I wtedy można zrozumieć, że tak właśnie wygląda Bóg, Który na nowo stwarza świat zniszczony przez człowieka.
I ...po raz drugi nie można pohamować łez, kiedy widzimy te skrwawione,
opuchnięte wargi Syna Bożego
modlącego się za swoich oprawców,
którzy właśnie rozciągają go na krzyżu wyrywając stawy barkowe i łokciowe Jego rąk.
I jak tu nie pomyśleć wtedy, a właściwie modlić się: „Ojcze wybacz nam, bo doprawdy nie wiemy co czynimy”.

Opowiadał pewien kapłan taką historie:

Prawie 25 lat temu, zaraz po moich święceniach byłem na parafii w południowej Polsce, gdzie akurat budował się kościół.
Na wiosnę – jakoś niedługo po Wielkanocy- podszedł do mnie pewnego, sobotniego ranka człowiek.
Miał wtedy tyle lat ile ja teraz, czyli niewiele ponad 50, ale wyglądał na znacznie starszego.
Wyglądał co najmniej na siedemdziesięciolatka.
Podszedł i poprosił o spowiedź.
– Dobrze, chodźmy do kościoła, do konfesjonału, to pana wyspowiadam – odpowiedział ów kapłan.
– Ale ja nie byłem do spowiedzi ponad 40 lat – odrzekł proszący.
– No cóż, to nie mamy już ani chwili do stracenia – odparł ksiądz
I weszli do kościoła.
Była to spowiedź człowieka, o której oczywiście ksiądz powiedzieć nic nie mógł
Ale po spowiedzi zaprosił go do siebie i przegadali cały dzień.
A właściwie nie przegadali, bo on tylko bardzo spokojnie i z jakąś niesamowitą melancholią i niezwykłym pokojem w oczach odpowiadał na zadawane mu pytania.
Okazało się, że nie był do spowiedzi przez ponad 40 ostatnich lat, bo spędził je w obozie przymusowej pracy na Kamczatce, przy wyrębie drzewa.
Kiedy go tam wywieziono miał zaledwie 12 lat i mieszkał w jednym z wielkich miast wschodniej, przedwojennej Polski.
Ojciec by oficerem Wojska Polskiego, matka nauczycielką, starsza siostra lekarzem, a brat księdzem.
Wiadomo, wszystkie powody ku temu, aby znaleźć się tam, gdzie się znalazł.
Nie zna losów ojca, przypuszcza że zginął w jednym z obozów jenieckich w Ostaszkowie lub Katyniu, ale o tym dowiedział się dopiero po powrocie ze zsyłki w 1982 roku.
Matkę odwiedził raz w życiu, bo była w obozie pracy na Kamczatce, zaledwie 400 km od jego obozu, gdzie on przez 40 lat codziennie, z jednym dniem przerwy na 10 dni - wyrąbywał drzewo.
O bracie i siostrze nie wiedział nic.
Długo by opowiadać historie, mówi ksiądz - których słuchałem przez cały ten sobotni dzień po Wielkanocy 1983 roku.
Przypomnę może jednak tylko to, co opowiadał ten człowiek o swojej najdłuższej podróży do Polski, która trwała ponad dwa lata.
Kiedy w 1980 roku skończyła mu się kara 40 lat przymusowych robót, miał wtedy już 52 lata. Takich jak on, którzy przeżyli (chyba cudem) te lata katorgi było około 11 tysięcy.
Z kilkudziesięciu obozów pracy na Kamczatce wyruszyła na piechotę do najbliższej stacji kolejowej w Komsomolsku na Amurze długa procesja więźniów.
Ponad 6 tysięcy kilometrów dzieli te dwa miejsca na dalekiej rosyjskiej północy.
Szli na piechotę, dniami i nocami przez tundrę i tajgę, eskortowani przez żołnierzy Armii Czerwonej, którzy też, tak jak oni sami byli skazańcami.
Droga ta trwała prawie 10 miesięcy, a z 11 tysięcy więźniów dotarło do celu jedynie około półtora tysiąca.
Reszta zmarła po drodze z głodu, z zimna, z wycieńczenia, z chorób, których nie miał kto ani diagnozować, ani leczyć.
„Kiedy ktoś padał po drodze, to się nawet cieszyliśmy” – mówi opowiadający.
„bo jego racja żywnościowa, składająca się z kilku kilogramów suchego chleba i zasuszonego, zmrożonego mięsa zostawała do podziału dla tych, którzy szli dalej”.
A kiedy w końcu dotarli do celu, do stacji kolejowej -
....nikt na nich nie czekał i trzeba jeszcze było czekać kilka tygodni koczując w okolicach stacji, pod gołym niebem zanim w końcu podstawiono pociąg, który przez następne trzy miesiące wiózł ich bardzo wolno do Moskwy.
Co było dalej i jak ich przyjęto po 40 latach w bardzo zmienionym świecie, można znaleźć w książce wydanej przez ludzi, którzy słuchali opowiadań tego człowieka.
Mówi dalej ksiądz: Co jednak pozostało mi na długie lata, to wzrok tego człowieka, kiedy ktoś zapytał go:
Czy nie chciałby się zemścić,
szukać sprawiedliwości za to, że zabrano mu i zmarnowano właściwie całe życie.
...Jego odpowiedź była bardzo spokojna, jego oczy niezwykle przejrzyste i jasne.
A odpowiedział jakby słowami Chrystusa: „A po co się mścić?
Po co szukać sprawiedliwości?
Przecież ci ludzi nie wiedzieli co robią.
On byli tak zaślepieni żądzą władzy, żądzą zła, że tak naprawdę to chyba nie wiedzieli co z nami robią.
Pilnowali nas, tacy jak i my skazańcy z Armii Czerwonej.
A różnili się od nas tylko tym, że nie pracowali przy wyrębie drzew i nosili nie naładowane karabiny.”
Po co się mścić.
Zemsta nic nie daje, tylko pomnaża zło.”

Kiedy oglądałem film „Pasja” – opowiada dalej ten kapłan - i słyszałem modlitwę krzyżowanego Jezusa, przypomniały mi się słowa tego człowieka, który przed wielu laty wyraził bardzo prosto jedną z najgłębszych prawd : „zemsta nie daje nic, pomnaża tylko zło, trzeba nauczyć się wybaczać”.

I to wszystko działo się w XX wieku, w 1982 i 1983 roku.
To nie jest zapadła, odległa, barbarzyńska przeszłość, to nie dzieje się w niecywilizowanym, barbarzyńskim świecie.
To działo się w XX wieku, w kraju, który należy,
czy też rości sobie pretensje do miana ekonomicznych i technologicznych potęg współczesnego świata.

Tak dzieje się i takie przykłady można znaleźć w wielu innych krajach współczesnego, cywilizowanego świata.
Warto może jeszcze raz przypomnieć, że codziennie ginie na świecie blisko czterystu chrześcijan, rocznie ponad 130 tysięcy.
Chrześcijanie giną bestialsko mordowani chociażby w krajach arabskich, eksterminowani w afrykańskich krajach,
prześladowani za swoje poglądy
nawet w cywilizowanej Europie.
Świat oszalałby w protestach gdyby to chrześcijanie mordowali, ale że to oni są mordowani nikt się nie odzywa,
nikt nie protestuje,
nikt o tym nawet nie wspomina.
A mimo to Chrystus powtarza ustawicznie przez wieki te niesamowite słowa: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”.
A my Go jeszcze oskarżamy, że to On jest przyczyną tych wszystkich nieszczęść i okrucieństw …

Czyżby ta trwająca 2000 lat droga krzyżowa naszego Zbawiciela niczego nas nie nauczyła?
Czyżby Jego Męka i Jego nauka miały być bezużyteczne?

Nie przebaczę, nie odpuszczę, do grobowej deski będę to pamiętał!!!
- Jakże często słyszymy takie słowa z ust chrześcijan, z ust wierzących i praktykujących katolików?
Czy nie znaczy to, że ci ludzie po prostu nic nie zrozumieli z katolicyzmu,
z wiary, z nauczania Chrystusa?

TAK!
Nic nie zrozumiałem z Jego nauczania na Górze,
nic z Jego przypowieści,
absolutnie nic z Jego przykładów i czynów,
jeśli nie umiem wybaczać,
jeśli mam za „dobrą pamięć” szczególnie do grzechów cudzych.

Zapiekła złość, zacięta chęć zemsty, odegrania się, odpłacenia złem za zło, pragnienie postawienia na swoim, nieumiejętność wybaczenia, noszenie urazy w sercu …
czy to wszystko nie jest najgłębszym zaprzeczeniem,
unicestwieniem
Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa,
który z wysokości krzyża,
czy raczej z dna upodlenia
modli się: „Ojcze wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”.

I jeszcze jednej, ostatniej i najbardziej niesamowitej lekcji udziela nam Chrystus na krzyżu, kiedy już u kresu swojego życia widząc, że wykonało się wszystko: ”… zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”.
Jest to lekcja całkowitego zaufania, zawierzenia Bogu, aż do końca,
o co tak trudno, coraz trudniej w dzisiejszych czasach pełnych zadufanych, zapatrzonych w siebie ludzi.

Krzyżowanie Chrystusa trwa...

To nie było tylko wtedy – gdy Wysoka Rada zadecydowała a tłum podburzony potwierdził wyrok.

Trzy lata temu - w Wielki Post - Posłowie i senatorowie przegłosowali, ówczesny Prezydent zatwierdził słynną konwencję otwierającą drzwi do ideologii gender, niszczącej człowieka,
rodzinę
i Kościół.

Wydaje się że do końca chcą zniszczyć to co Boże.

Przybiją Kościół do Krzyża Bo Kościół musi być jak Chrystus!

„Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią!

...
Ale!
Jezus zwyciężył!

Prawda zmartwychwstanie!

Umiejmy tylko wybaczać:
innym
i sobie!

Modlitwa w Ogrojcu
Biczowanie
Cierniem Ukoronowanie
Dzisiaj rozważymy kolejną tajemnicę bolesną – Niesienie Krzyża

Idziesz przez wieki krwią znaczysz drogę ….
Startą od cierpień i bólu
Krzyż niesiesz ciężki,
koisz życia trwogę
o Jezu Chryste nasz Królu

W tym fragmencie pieśni,
którą śpiewamy najczęściej
na Uroczystość Chrystusa Króla,
wyrażona jest głęboka prawda o tym,
że droga krzyżowa Chrystusa trwa nadal,
…że przez setki lat,
od dwóch tysiącleci Chrystus nadal
-niestety samotnie-
niesie swój krzyż
i niewielu jest takich,
którzy „wpadną na pomysł”
okazania Mu życzliwości
czy udzielenia pomocy.
To co miało miejsce w czasie Drogi krzyżowej w Jerozolimie powtarza się nieustannie w tej trwającej wieki drodze krzyżowej Syna Bożego.
I nie jest prawdą, że cierpi On tylko w swoich uczniach,
w tych którzy w Niego wierzą.
On cierpi także w tych wszystkich, którzy o Nim nie słyszeli.
On cierpi nawet i w tych prześladowanych i zabijanych właśnie przez Jego uczniów,
przez tych, którzy mienią się Jego uczniami
i w Jego imię podnoszą rękę na drugiego człowieka.
On cierpi także w tych, których prześladowano w Jego imię.
I w nich cierpi podwójnie, bo cierpi także z powodu prześladowców, którzy mieniąc się Jego uczniami … a nic z Jego nauki nie zrozumieli.

…Idziesz przez wieki,
wygnany, odrzucony, skazany,
jak Sybiracy zsyłani do kopalń Workuty i lasów Kamczatki,
jak wygnańcy i skazańcy poniewierani
i przeganiani przez syberyjskie tajgi i podbiegunowe pustkowia.
Idziesz przez wieki, wygnany, odrzucony, niechciany jak polscy uchodźcy w latach 40-tych z obozów przesiedleńczych na Syberii i z obozów uchodźców w Indiach, w Australii, Nowej Zelandii i w tylu krajach Afryki.
Idziesz przez wieki, wygnany, odrzucony, niechciany jak dzieci i kobiety z obozów dla uchodźców w Somalii, Ugandzie, Rwandzie i Burundi, jak uciekinierzy w kolonialnych i postkolonialnych wojnach Zairu, Nigerii, Zambii, jak wygnańcy w bratobójczych wojnach w Serbii, Chorwacji, Czarnogórze.
Idziesz przez wieki krwią znaczysz drogę …. krwią swoich uczniów,
krwią ludzi cierpiących i eksterminowanych, krwią niewinnych nienarodzonych dzieci,
uchodźców politycznych,
krwią prześladowanych i mordowanych dla celów politycznych,
strategicznych,
ekonomicznych,
religijnych i mordowanych bez celu, bez sensu, bez jakiegokolwiek wytłumaczenia,
żadne morderstwo i ludobójstwo nigdy nie może być wytłumaczone.
Idziesz przez wieki krwią znaczysz drogę …. krwią tych których na siłę próbowano nawracać, i tych których krew przelano w Twoje imię,
krwią na siłę chrzczonych i nawracanych wbrew ich woli,
krwią afrykańskich niewolników i amerykańskich Indian,
krwią katolików i protestantów, i prawosławnych i unitów, krwią wierzących i niewierzących, których zabijano w religijnych wojnach.
Idziesz przez wieki krwią znaczysz drogę …. krwią żołnierzy, którzy polegli na tylu frontach głupich i niepotrzebnych wojen,
krwią więźniów i katorżników, krwią więźniów i krwią bezmyślnie mordowanych w imię opętańczych ideologii.
Idziesz przez wieki i krwią znaczysz drogę
krwią Żołnierzy Wyklętych
krwią robotników z wybrzeża
krwią zabitych w Katyniu i ofiar Smoleńska…

Idziesz przez wieki krwią znaczysz drogę …. i tak niewielu jest tych,
którzy zdolni są zauważyć Twoje cierpienie, tak niewielu tych, których stać na współczucie, na pomoc, na okazanie serca.
To tylko Weronika, (której czyn znamy jedynie z przekazu tradycji) sama i dobrowolnie podeszła do skazańca, aby Mu okazać serce i pomóc.
Tylko ona jedna ulitowała się nad cierpiącym i tylko ona jedna bez przymusu, z potrzeby serca okazała Mu miłosierdzie.
Ile takich miłosiernych Weronik spotkałeś Jezu na swojej drodze krzyżowej przez wieki?
…Ty, Który tak pięknie mówiłeś o współczuciu, o życzliwości i miłosierdziu w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie…
…Ty Który uczyłeś, że błogosławieni są miłosierni albowiem oni miłosierdzia dostąpią … Ty właśnie nie spotkałeś prawie nikogo, kto okazałby Ci miłosierdzie.
Ty, Który jesteś samym Miłosierdziem nie znalazłeś miłosiernej duszy, która zdolna by była pochylić się nad Tobą.
I to nie tylko na Twojej drodze krzyżowej przez Jerozolimę, ale i na tej Twojej drodze krzyżowej przez wieki.

Czy nie jest to niesamowite, że objawienie prawdy o Twoim Miłosierdziu ma miejsce właśnie wtedy, gdy do głosu dochodzą dwie opętańcze ideologie, z których jedna pochłonęła 50, a druga 80 milionów istnień ludzkich?
…Szymon z Cyreny został przymuszony do pomocy.
Pomógł i jak pokazuje film „Pasja” ostatecznie miał ludzkie serce,
ale nie uczynił tego –przynajmniej w pierwszej chwili- dobrowolnie i ochotnie.
„Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon.
Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego.”
…A ileż to razy trzeba było i innych przymuszać, aby zechcieli zobaczyć cierpiącego i ulżyć choć trochę, pomóc?
A jak jest dzisiaj?
Czyż nie jest właśnie tak, że trzeba mnie przymuszać do pomocy i to nie obcym,
ale samotnej matce, schorowanemu ojcu, ubogiemu krewnemu?
Z przerażeniem patrzymy na reakcję ludzi , który widząc kłopoty i biedę mówią z cynizmem: „Nie mój cyrk, nie moje małpy.
Jak sobie ma dzieci niech je teraz karmi.”
…Jak niewiele jest miłosiernych Weronik na drodze krzyżowej Chrystusa przez wieki?

…Były też płaczące niewiasty, o których wspomina św. Łukasz:
„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim.
Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!
Te słowa, „płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!”
do nas także są skierowane,
czasami bowiem potrafimy tylko płakać i użalać się, nie widząc, że to właśnie my sami jesteśmy w jakimś stopniu przyczyną dziejącego się zła.
Potrafimy użalać się i udawać,
że nic nie da się zrobić,
że nie mamy możliwości,
że brak nam odpowiednich środków.
Tak często słyszy się słowa: „Tak niewiele przecież można było zrobić, tak niewielkie zwykły człowiek miał możliwości.
I wtedy też:
…Rzymianie byli zbyt mocni,
arcykapłani zbyt zawzięci
i zapiekli w swoich planach pozbycia się niewygodnego proroka,
straże zbyt gęste
… cóż można było zrobić, aby pomóc temu cierpiącemu skazańcowi?”
I do dzisiaj takie same słyszymy argumenty i takie same przeprowadzamy rozumowanie.
Cóż może zrobić zwykły człowiek, aby pomóc, ulżyć, okazać serce i dobroć tym setkom, tysiącom a nawet milionom cierpiących, głodujących i prześladowanych?
Co 3 sekundy gdzieś na świecie ktoś umiera z głodu.
Nie, nie ktoś!!!
Chrystus umiera z głodu!!!
A ja nic nie mogę zrobić?
Bo kiedy biedak zapuka do moich drzwi, to osądzę go jak żebraka, który chce mnie naciągnąć.
Całe społeczeństwa nudzą się i szukają coraz to nowych form zabawy i ekscytacji, aby tylko podnieść sobie poziom adrenaliny we krwi, a jednocześnie w tym samym czasie w samej tylko Afryce codziennie 30 tysięcy dzieci powodu braku podstawowych lekarstw.
A ja nie potrafię pomóc nawet dzieciom żyjącego obok mnie, uboższego sąsiada, bo nawet kiedy daję i pomagam, to robię to w sposób obrażający i urągający.
Na szczęście wielu wspiera jałmużnę wielkopostną, skarbonki zostały zabrane, ile z nich powróci?
Jak podają niezależne statystyki i opracowania, aby zapewnić wszystkim biednym ludziom (na całym świecie) najbardziej fundamentalne potrzeby życiowe (jedzenie, wodę pitną, podstawowe wykształcenie i opiekę medyczną) potrzeba rocznie około 40 miliardów dolarów,
ale jednocześnie corocznie, tylko na reklamę wydaje się 10-rotnie więcej czyli 400 miliardów dolarów.

To na świecie…
A ja czy potrafię znaleźć odrobiny czasu, żeby odwiedzić w szpitalu chorego krewnego,
bo boję się, że się zarażę,
lub że nie zdążę coś niby ważnego zrobić.
Tylu chorych starszych w naszych rodzinach czeka…
Często chodząc po kolędzie słyszymy:
E tam księże, wszystko zaganiane, wpadnie czasem… a ja sama…
W XXI wieku, wieku wspaniałego postępu ludzkości,
wieku globalizacji, wieku sprawiedliwości i obrony praw człowieka, 300 milionów ludzi na świecie żyje w skrajnej, permanentnej nędzy.
W wieku XXI, wieku lotów kosmicznych na Marsa corocznie na zbrojenia wydaje się ponad 800 miliardów dolarów, a jednocześnie tylko 20 miliardów rocznie potrzeba, aby tym 300 milionom nędzarzy zapewnić żywność, wodę, szkołę i opiekę medyczną.
Tylko kto się tym przejmuje?
Kogo to obchodzi?

„ … nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!
Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły.
Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas!” „ …bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.”
…Tak niewiele jest dzisiaj miłosiernych Weronik,
tak trudno przymusić kogoś do okazania serca. Weronika nie dysponowała żadnymi niezwykłymi środkami,
była słabą kobietą, nie miała żadnych nadzwyczajnych możliwości.
Po prostu podbiegła, pomogła, ulżyła, okazała serce.
…Nie stój obojętnie, nie patrz beznamiętnie, nie mów: „a co mnie to obchodzi, to nie moja sprawa”.
Nie odtrącaj wyciągniętej ręki z pogardliwym wyrokiem „pijak i żebrak”.

Chrystusie, Ty nadal …
Idziesz przez wieki i krwią znaczysz drogę ….
Startą od cierpień i bólu
Krzyż niesiesz ciężki …
Krzyż ludzkiego egoizmu i bezmyślności,
krzyż ludzkiej obojętności.
To Twoje cierpienie i ból to także efekt mojego (nie, nie ludzkiego, ale właśnie mojego) egoizmu,
zapatrzenia w koniec własnego nosa i mojej obojętności.
To ja nie robię nic,
albo tak niewiele żeby Ci pomóc,
Ci ulżyć,
Żeby Cię spotkać na Twojej drodze krzyżowej przez wiek XXI wieku.
Jezu otwórz mi oczy!

Ks. Rafał Cudziło