Do Sanktuarium Matki Bożej w Radomyślu od pokoleń przybywają rzesze pielgrzymów i osób chorych. Przychodzący do Matki Bożej Bolesnej pątnicy pragną nie tylko uzdrowienia z choroby, przybywają, aby otrzymać duchową pomoc i siłę w trudach życia. Wielu przyjeżdża do sanktuarium, aby w modlitwie i ciszy uporządkować swe życie, odnaleźć siebie. Matka Boża Bolesna w sposób szczególny opiekuje się rodzinami, obdarza łaskami i wysłuchuje żony proszące o dar macierzyństwa, żony i matki doświadczone pijaństwem swych mężów, ojców i synów, małżonków przeżywających rodzinne kryzysy, ludzi chorych i cierpiących, dla których medycyna nie ma ratunku. Potwierdzają to dowody otrzymanych łask. Starsze pokolenie mieszkańców parafii Radomyśl pamięta, że w kościele na Zjawieniu na ścianach obok ołtarza z cudownym obrazem Matki Bożej Bolesnej zawieszone były kule, okulary, ryngrafy, korale. Tak liczne wota były świadectwem cudownych uzdrowień i wielu łask otrzymywanych za przyczyną Matki Boskiej Zjawiennej. Wszystkie wota - świadectwa wiary i wdzięczności pokoleń pielgrzymów - umieszczone wokół cudownego obrazu zostały zniszczone podczas wysadzenia kościoła na Zjawieniu przez Niemców w lipcu 1944 r. 

„Złota Księga Zjawienia w Radomyślu nad Sanem" zawiera liczne oświadczenia i podziękowania za łaski otrzymane od Matki Bożej Bolesnej w XX wieku. W „Złotej Księdze Zjawienia..." zawarte zostało oświadczenie uwieńczone 67 podpisami:

„W roku 1915 z chwilą załamania się potęgi carskiej na terenie Galicji wojska carskie, wycofując się, zabierały w głąb Rosji cały dobytek oraz masowo wywoziły na Sybir mieszkańców Galicji. Nie oszczędzili i w tym wypadku parafii naszej. Na rozkaz dowodzącego na naszym terenie pułkownika carskiego wypędzono z domostw wszystkich, bez względu na wiek i płeć - do niemowląt włącznie. Na placu szeregowano osobno mężczyzn, starców i kobiety z dziećmi. Cel był jeden - zesłanie na Sybir. Przestraszeni parafianie, nie bacząc na wojsko carskie, tłumnie rzucili się do kościoła, gdzie przed obrazem Matki Boskiej Zjawiennej zaczęli wznosić gorące modły przy równoczesnym płaczu starców, matek i dzieci. Usłyszawszy to, pułkownik, wzruszony widokiem i zachowaniem się parafian przed cudownym obrazem, nie zwlekając ani chwili czasu, rozkazał odwrót. Mieszkańcom kazał powrócić spokojnie do domów. Na innych terenach ten sam pułkownik chociaż słyszał modły i otrzymywał do rąk własnych wysoką zapłatę, nie odwołał swych rozkazów. Wyżej opisany wypadek z caratem przeżył administrator naszej parafii ksiądz Adam Oberc. 

Cudowna interwencja Matki Bożej Bolesnej ze Zjawienia ocaliła też mieszkańców Radomyśla w czasie drugiej wojny światowej i okupacji niemieckiej.

W lipcu 1943 r. okupanci niemieccy dokonali wielkiej pacyfikacji Lubelszczyzny. Podczas tej pacyfikacji nie pomogły nawet schronienia w pobliskich lasach, ponieważ co 10 metrów szedł żołdak hitlerowski, jeden obok drugiego, przeszukano każdy metr kwadratowy ziemi. Żniwo pacyfikacji wyrażało się liczbą prawie 80 parafian z Radomyśla. Ocaleli tylko ci, co uwierzyli w moc Matki Bożej Bolesnej i szukali schronienia bezpośrednio w kościele na Zjawieniu. Pomimo porozbijanych głównych drzwi kościoła i wtargnięcia do jego wnętrza zbirów hitlerowskich, żadnemu napotkanemu tam człowiekowi nie stała się krzywda. Niemcy nie dość, że nie spełnili rozkazów swych przełożonych, to jeszcze nakazali spotkanym tam radomyślanom, aby się dokładniej ukryli i zachowali ciszę.

W lipcu 1944 r. żołnierze niemieccy próbowali przez cały dzień zniszczyć przez wysadzenie kościół na Zjawieniu razem ze znajdującym się w środku obrazem Matki Bożej Bolesnej. Nie pomogły wiercone w ścianach świątyni otwory, gdzie zakładano kilkakrotnie ładunki wybuchowe. Żaden z nich nie wybuchł. Sami żołnierze powiadali, że kryje się tu coś bardzo ciekawego w tym kościele, ponieważ te same ładunki próbowane w innym miejscu, na uboczu, zdawały egzamin.

 My parafianie jesteśmy w pełni przekonani, że w tym barbarzyńskim wybryku żołdaków przeszkadzała siła wyższa za przyczyną naszego obrazu Matki Boskiej. (Kościół wysadzono w powietrze dopiero wówczas, gdy Niemcy zgodzili się na wyniesienie obrazu Matki Bożej Bolesnej - przypis redakcyjny).

Później wojska niemieckie z rozkazów wyższych oficerów miały spalić doszczętnie nasze miasteczko Radomyśl nad Sanem ze względów strategicznych, gdyż na przeciwległym brzegu Sanu chciano umocnić swoje przyczółki frontowe. Wycięcie lasu parafialnego i spalenie Radomyśla miało uniemożliwić wojskom  sowietów podejście pod pozycje hitlerowskie (pozbawieni byliby jakiejkolwiek naturalnej osłony). Parafianie jednak wznosili gorące modły do Matki Bolesnej. Ich inicjatorem był ksiądz kanonik Feliks Chudy. Modlitwy te okazały się skuteczne, gdyż sztab oficerów niemieckich zmienił zdanie i przeniesiono punkt oporu za Sandomierz.

I tu znowu za przyczyną Matki Boskiej Bolesnej zostaliśmy ocaleni, a wierząc w powyższe dowody cudownych kilku momentów, ze szczerym sercem i czystym sumieniem składamy podpisy.”

Pod tym oświadczeniem złożyło podpisy 67 parafian radomyskich.

W „Złotej Księdze Zjawienia..." znajdują się, potwierdzone podpisami, podziękowania za otrzymane łaski uzdrowienia, za uratowanie życia, za dar macierzyństwa, za ciągłą pomoc w przezwyciężaniu pokus i siły do wypełniania obowiązków.

Państwo Jan i Zofia Golik z Rzeczycy Długiej dziękują za uzdrowienie ciężko chorego dwuletniego synka w roku 1912.

Pan Władysław Wianecki dziękuje za to, że Matka Bolesna ze Zjawienia uratowała mu życie. Dwóch jego kolegów zginęło, gdy pocisk uderzył w ich okop. Dziękuje za to, że Matka Bolesna wysłuchała jego modlitw i wrócił do domu po wojnie.

Pan Szczepan Madej z Nowin dziękuje za ocalenie życia. Podczas bojów I wojny światowej zawsze modlił się i nosił szkaplerz Matki Bożej Bolesnej i to uchroniło go od śmierci. Gdy w 1943 r. Niemcy zabrali go na rozstrzelanie, modlitwa do Matki Bożej Bolesnej sprawiła, że został zwolniony.

Pani Julia Garanty z mężem Janem i świadkiem Martą Porębską podpisali się pod oświadczeniem, że Matka Boża Bolesna w 1944 r. ocaliła od śmierci wnuczkę pani Julii, choć lekarz stwierdził, że dziecka nie można już uratować. W drugim podziękowaniu pani Julia pisze, że dzięki Matce Bożej jej syn powrócił do zdrowia po ciężkiej operacji żołądka.

Pan Michał Korga z Nowin za czasów okupacji niemieckiej wraz z innymi mężczyznami płynął promem na przeciwny brzeg Sanu. Gdy prom był na środku rzeki zerwała się podtrzymująca go lina i 10 osób wpadło do wody. Uratował się tylko on dzięki temu, że prosił Matkę Bożą Zjawienną, aby go uratowała.

Pani Zofia Śpiewak z Radomyśla dziękuje za uzdrowienie z tyfusu brzusznego.

Pani Stefania Puka z Radomyśla oświadcza, że jej córka w czwartym roku życia była poważnie chora na oczy. Lekarze zwątpili w jej wyzdrowienie, ona ofiarowała córkę Matce Bożej Bolesnej i dziecko w kościele przed obrazem odzyskało wzrok.

Pan Stanisław Czerepak z Antoniowa mając osiemnaście lat dostał ogólnego zapalenia organizmu. Bardzo ciężko zachorował, a lekarz orzekł, że nie ma już dla niego ratunku. Wtedy we śnie usłyszał głos - czy jest na Zjawieniu studnia z wodą. W dzień odpustu Matki Bożej Pocieszenia jego brat przyniósł wodę z tej studni, a młodzieniec wypiwszy ją, został uzdrowiony. Z wdzięcznością opisał to zdarzenie w „Złotej Księdze Zjawienia..." uwiarygadniąjąc je przysięgą.

To jeden z przykładów uzdrawiających właściwości wody ze studni u podnóża góry Zjawienie od strony Sanu, gdzie często przychodzą pielgrzymi. Obok studni stoi stara kapliczka, a w niej umieszczony jest obraz Matki Bożej.

Pani Józefa Sowa z Radomyśla pisze, że w 1944 r. Niemcy zabrali jej osiemnastoletniego syna do obozu śmierci w Pustkowie, w którym po pięciu miesiącach poważnie zachorował z wycieńczenia. Prosiła Matkę Bożą Bolesną o to, aby mogła zobaczyć chociaż ślady po swoim synu. Syn, jako jedyny z pięciu innych zabranych z Radomyśla, wrócił do domu i zmarł opatrzony świętymi sakramentami.

Syn państwa Olgi i Jana Latawców z Żabna poważnie zachorował w 1932 r. Wyzdrowiał dzięki prośbom wysłuchanym przez Matkę Bożą Zjawienną i za Jej wstawiennictwem przeżył wojnę.

Pani Helena Kowalik dziękuje za cudowne uzdrowienie przed operacją.

W 1941 r. pani Florentyna Głowacka z Żabna chorowała tak poważnie na gruźlicę kości, że lekarze chcieli amputować nogę. Dzięki wysłuchanym prośbom i modlitwom do Matki Bożej Zjawiennej została uzdrowiona.

Pani Felicja Samborska z Radomyśla i cztery inne osoby zostały uratowane w 1941 r. od utonięcia w Sanie na promie, który się zerwał. Poprosiła o kilka minut zwłoki w podróży, ponieważ pragnęła pomodlić się przed obrazem Matki Bożej na Zjawieniu i nie zdążyli na kurs promu.

Pani Apolonia Krajewska z Radomyśla dziękuje Matce Bożej Bolesnej za uzdrowienie z ciężkiej choroby i powrót męża, więzionego przez Niemców w obozie na Majdanku.

Pan Jan Tomasz Geneja z Radomyśla dziękuje Matce Bożej za uzdrowienie. W 1958 r. poszedł pomagać w budowie kościoła na Zjawieniu i został uzdrowiony z choroby żołądka, która zagrażała jego życiu.

Pani Maria Jędrzejewska z Radomyśla w czasie uroczystości przenoszenia obrazu Matki Bożej do nowego kościoła na Zjawieniu w 1959 r. została uzdrowiona z zapalenia korzonków nerwowych i mogła chodzić.

Pan Hieronim Sylwester Rybak, pochodzący z Radomyśla, (późniejszy ksiądz w diecezji sandomierskiej - przypis red.) dziękuje Matce Bożej za uratowanie życia podczas przeprawy kajakiem przez San.

Każdego roku czciciele Matki Bożej z różnych stron Polski składają świadectwa, dziękując za otrzymane laski.

W 1992 r. pewna matka, mieszkająca nieopodal Mielca, była w stanie błogosławionym z drugim dzieckiem. Lekarze usilnie doradzali usunięcie jej nienarodzonego dziecka. Matka wierząc, że prognozy lekarskie nie sprawdzą się, nie zgodziła się na to. Cała rodzina modliła się gorąco przed słynącym łaskami obrazem. Po roku wszyscy zdrowi i szczęśliwi przybyli przed obraz z małą córeczką.

Pani Maria Żak z Wrzaw złożyła publiczne świadectwo podczas nabożeństwa fatimskiego w Radomyślu 13 maja 1993 roku o doznanej łasce uzdrowienia:

 „31 sierpnia 1992 roku po przyjeździe do Kliniki Onkologii w Krakowie diagnoza lekarzy potwierdziła się - nowotworowy guz śródpiersia.

Rozpoczęło się leczenie radioterapią. Naświetlania, które zaczęłam kontynuować, sprawiły, że bardzo źle się czułam - wysoka temperatura, bezsilność. Poprosiłam o odprawienie mszy świętej w Radomyślu przed cudownym obrazem Matki Bożej Bolesnej z prośbą o uzdrowione. Po odprawieniu mszy świętej i modlitwach w mojej intencji sytuacja zupełnie się zmieniła. Leczenie można było kontynuować. Do zakończenia naświetlań i leczenia chemioterapią organizm prawidłowo reagował na zastosowane leczenie. Po jego zakończeniu wróciłam do pracy, a lekarze stwierdzili, że na miejscu dawnego guza pozostały tylko zwłóknienia.

Na zakończenie chciałabym z całego serca podziękować Matce Bożej za cudowną opiekę podczas leczenia."

List z Czech:

Varnsdorf 27.05.1999 r.

   "Pragnę serdecznie podziękować Matce Najświętszej w Jej miesiącu i Sercu Jezusa za Jej łaski i dary, które otrzymałam w życiu, że była i jest moją najlepszą Matką Pocieszycielką i jest zawsze przy mnie. Mimo, że mieszkam z rodziną w Czechach, nie zapominam się modlić do łaskami słynącej Matki Bożej Bolesnej z Radomyśla nad Sanem.

Obraz Jej umieszczony w kościółku na Zjawieniu przyciągał mnie swoją siłą już od dzieciństwa, gdzie jako młoda dziewczyna prosiłam o zdrowie dla brata. Prośba moja została wysłuchana.

Chcę złożyć podziękowanie za opiekę nad całą naszą rodziną i za łaskę uzdrowienia naszego syna, który był poważnie chory. Musiał się poddać ciężkiej i skomplikowanej operacji nowotworu na mózgu. Tylko moja głęboka wiara i nadzieja pokładana w Matce Bożej Bolesnej, do której z prośbami i podziękowaniami uciekam się od najmłodszych lat, potrafiła mi pomóc przetrwać okres przed i pooperacyjny.

Na jesieni 1997 r. zaczął nasz syn źle się czuć i bardzo często go bolała głowa. 25 - letni ładny, wysoki chłopak dobrze wyglądający, nikt by nie powiedział, co w sobie skrywa za groźną chorobę, której lekarze przez parę miesięcy nie rozpoznali.

Na święta Bożego Narodzenia całą rodziną pojechaliśmy do rodzinnego domu do Polski. Tam przez cały okres świąteczny syn miał ogromne boleści głowy. Poszliśmy przed powrotną drogą do lekarki neurolog w Stalowej Woli po leki uspokajające, a ta już ze wstępnych badań rozpoznała w jego oczach niezadowalający stan zdrowia. Po przyjeździe do domu do Czech lekarze twierdzili, że są to boleści od kręgosłupa, ale stan jego zdrowia bardzo szybko się pogarszał i młody chłopak nie mógł utrzymać się na nogach. Chodził zgarbiony jak staruszek i zaczął wszystko podwójnie widzieć. Lekarze poddali go dokładniejszemu badaniu i po magnetycznej rezonacji potwierdzili nowotwór na mózgu, który rozprzestrzeniał się w bardzo niedostępnym miejscu, aż w trzeciej mózgowej komorze.

Lekarze w Usti nad Labą byli zaskoczeni i powiedzieli otwarcie, że stan jego życia jest bardzo zagrożony, że to co ma syn to bardzo rzadki przypadek i dawali nam minimalną nadzieję na uratowanie syna przez operację. Dla całej rodziny był to ogromny szok, ale nie przestawałam walczyć ja i cała rodzina. Zaczęliśmy poszukiwać specjalistów w Czechach i w Polsce, którzy podjęliby się tej ryzykownej operacji.

Miałam ogromną nadzieję i silną wiarę w Matkę Bożą Bolesną na Zjawieniu, do której się uciekam ze wszystkimi troskami, że moją prośbę wysłucha i pomoże. Ja i cała rodzina w Polsce, jak i znajomi gorąco modliliśmy się u ołtarza i przed Jej obrazem, rodzina dala na mszę św. Wierzyłam w Jej łaski i pomoc, nie mogłam sobie wyobrazić by było inaczej, choć były chwile załamań. Modliłam się jak umiałam we dnie i w nocy, prosząc o uzdrowienie. Wizerunek Matki Bożej Bolesnej napełniał moją duszę ciepłem i spokojem. Modliliśmy się wszyscy, ja i rodzina w Polsce, znajomi i ksiądz Turoń z parafii radomyskiej.

Uprosiłam ordynatora Janesza z Usti z kliniki, gdzie miał być operowany syn, by został przewieziony do Pragi na wojskową klinikę w Strzeszowicach, gdzie dowiedziałam się o dobrym specjaliście i chirurgu w problemach mózgu. Ordynator zgodził się ochotnie na przewiezienie i sam angażował się, gdyż wiedział jaka jest sytuacja. Jak się potem dowiedziałam był to uczeń docenta Benesza. Docent Benesz po przekonsultowaniu wyników prześwietlenia podjął się operacji, nic też do przodu nie obiecywał, aż po operacji.

W dzień operacji pan ordynator Janesz z usteckiej kliniki jechał do Pragi i z własnej inicjatywy asystował docentowi Beneszowi przy operacji naszego syna. Operacja była 19.01.1998 r. a okres od świąt Bożego Narodzenia do tego dnia był dla nas i całej rodziny czekaniem z wiarą i nadzieją, że operacja się uda, gdyż była ciężka i skomplikowana. Syn zaczął szybko powracać do zdrowia. Nowotwór po zbadaniu był drugiego stopnia i syn musiał się jeszcze poddać radioterapii w szpitalu.

Na Święta Wielkanocne syn przyszedł z Pragi ze szpitala do domu i pojechaliśmy do Polski, gdzie osobiście złożył kwiaty Matce Bożej Bolesnej na Zjawieniu i podziękowania za zdrowie. Po trzech miesiącach był na kontroli na magnetycznej rezonacji i tam okazało się, że jeszcze kawałeczek nowotworu zostało w niedostępnym miejscu i zaczyna się rozrastać. Drugi raz szedł na operację, już bez użycia skalpela, ale spalenie promieniami gamma w klinice na Homolce. Tam przez tydzień poddawał się temu promieniowaniu i paleniu komórek nowotworowych najnowocześniejszą metodą. W listopadzie tego samego roku przeszedł jeszcze jedną operację kolana w Czeskiej Lipie, która też pomyślnie się udała.

Przez wszystkie cierpienia syn czuje się dobrze jak przedtem. Wrócił do zdrowia i wierzymy wszyscy, ja, rodzina i znajomi, że choroba się nie wróci. Wierzę w pomoc Matki Bożej Bolesnej i Jej syna Jezusa, że będzie nas chronić od wszelkiego zła! Niech Matka Najświętsza otacza nas wszystkich, cała naszą rodzinę swą opieką."

   

Dowodami na łaski otrzymywane od Matki Bożej Bolesnej i Pocieszenia są podziękowania i prośby, które pielgrzymi z całej Polski składają do skrzynki umieszczonej w kościele. Jest ich od pięciu do sześciu tysięcy w ciągu każdego roku. Tradycja składania kartek została zapoczątkowana we wrześniu 1988 r., a już w 1990 r. trzeba było powiększyć skrzynkę. Bardzo częste są prośby zanoszone przez dzieci i młodzież, o dobrą naukę w szkole, prośby o zdrowie, błogosławieństwo Boże, odzyskanie wiary, składane są też prośby o dar macierzyństwa.